Pamiętaj, że każdy napotkany człowiek czegoś się boi,kogoś kocha i kogoś stracił.

piątek, 6 grudnia 2013

Od Autorki:'*

Heeej kochani.! Widzę że nadal odwiedzacie mój blog. Bardzo się z tego cieszę. A propos. Jeżeli chcecie czytać kontynuację Bloody Rose, to zapraszam na moje nowe opowiadanie. http://delikatnajakplatekrozy.blogspot.com/  Jest pisane z innej perspektywy lecz pojawią się w niej także wątki z tegóż oto bloga. Zapraszam i zachęcam do czytania.
                                                                                                Wasza Autorka:)

piątek, 22 listopada 2013

Epilog.

Zgodziłam się. Dominik był taki szczęśliwy.! Dwa lata później, po skończeniu szkoły, pobraliśmy się.To był cudowny ślub. Przyjechali wszyscy nasi znajomi i rodzina. Ślub był w wampirzym stylu. Najwyższa Rada Wampirów nam go udzieliła. Dominik zrobił mi niespodziankę i miesiąc miodowy spędziliśmy na Karaibach. Po prostu...Raj. Morze, plaża, słońce... Wyprowadziłam się od mamy i zamieszkałam z moim mężem w naszym nowym domu. Była to mała budowla. Jednopiętrowy, z balkonem, pomalowany na blado- niebiesko.
Dziesięć lat później.
Jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. Mam kochającego męża i dwójkę ślicznych córeczek- bliźniaczek. Są wyjątkowe. Na razie, ani ja ani Dominik nie powiedzieliśmy im że są wampirami, i że my też nimi jesteśmy.Ale kiedyś będą się musiały dowiedzieć. A to już niedługo nastąpi.....
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~<3~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Cześć kochani.! Mam nadzieję że podobał się Wam mój blog. niestety to już ostatni wpis. Ale myślę nad kontynuacją bloga, tylko że z innej perspektywy. Jeśli ktoś chciałby się więcej na ten temat dowiedzieć, proszę pisać w komentarzach:) A na razie...Żegnam, moi mili.....

czwartek, 21 listopada 2013

Rozdział XXI

Obudziłam się z mocnym kacem. Chociaż przy mamie nie wypiłam za dużo, to później Dominik zdobył całą butelkę wysoko procentowego wina. Upiliśmy się jak nigdy. Przynajmniej ja. Z niechęcią spojrzałam na zegarek. 13:23.??!!! Co jest do cholery.?! Czemu mama mnie nie obudziła.? Wzięłam szybki prysznic, wskoczyłam w dżinsowe spodenki, czarny T-shirt i baleriny. Szybko zbiegłam na dół i zaczęłam szukać mamy. Spokojnie popijała kawę siedząc w kuchni przy stole. Uśmiechnęła się gdy weszłam.
-Cześć kochanie.-powiedziała uśmiechając się promiennie i całując mnie w policzek.
Spojrzałam na nią lekko zdziwiona i zbita z tropu.
-Maaamo. Czemu mnie nie obudziłaś żebym pomogła ci sprzątać.?-zapytałam z lekkim wyrzutem.
-Ponieważ tak słodko spałaś że nie chciałam cię budzić i przyszedł twój kolega, który pomógł mi wszystko posprzątać.-powiedziała wyraźnie podkreślając słowo "kolega".
Westchnęłam ciężko i spytałam zdziwiona:
-Dominik.????
-Tak go ostatnio przedstawiłaś. Aha, no właśnie. Prosił żebyś do niego zadzwoniła.
-Kiedy tu był.?
-Jakieś dwie,trzy godziny temu...
-Mamoooo....!!!
-No co.? Nie chcieliśmy Cię budzić, a teraz marsz na górę i do niego oddzwoń.
Spojrzałam na nią zszokowana ale posłusznie wykonałam rozkaz.
Rzuciłam się na łóżko i spojrzałam na telefon.Raz kozie śmierć. Pomyślałam i wybrałam numer.
-Halo.?- odebrał po dwóch sygnałach.
-Noo cześć. Chyba chciałeś żebym zadzwoniłaa?-zapytałam
-Tak.Musimy się dziś spotkać. To bardzo ważne.-powiedział bardzo poważnie.
-Stało się coś?-spytałam trochę przestraszona.
-Nie martw się. Nic się nie stało. Po prostu coś zrozumiałem.
-Aha.. Hmm....Gdzie i o której.?
-Przyjadę po Ciebie o 20. Może być.?
-Jasne.
-Ok. Dzięki!-powiedział po czym się rozłączył.
Nie no. Teraz to już naprawdę nic nie rozumiem. Mam nadzieję że wszystkiego dowiem się wieczorem.
Kręciłam się po domu nie mając zupełnie celu. Zadzwoniłam do Lexi i sprawdziłam co u nich.Rozmawiałyśmy ponad trzy godziny.! Po tym jak odłożyłam słuchawkę, postanowiłam wziąźć długą kąpiel. Nalałam do wanny olejek lawendowy i waniliowy, i odkręciłam kran. Leżałam w wannie z gorącą wodą, zastanawiając się co takiego chce mi powiedzieć Dominik. Wyszłam z wody, wytarłam się ręcznikiem i wysuszyłam włosy. Zrobiłam z nich lokówką cudne loki i spryskałam lakierem. Weszłam do pokoju i otwarłam szafę.Nie wiedziałam co założyć, a chciałam wyglądać ładnie. Dla niego. Nagle przypomniała mi się tajemnicza torba. Wyciągnęłam ją z pod łóżka i otworzyłam. Szeroko otwarłam oczy i usta. W torbie znajdowały się czarne baleriny z dużymi białymi różami. Biała wprost cudna sukienka z czarnym, opinającym talię pasem i złotą bransoletkę. Założyłam sukienkę, buty i bransoletkę. Okręcałam się przed lustrem i nie mogłam nadziwić. Chyba jeszcze nigdy nie wyglądałam tak...tak..
-Pięknie.-powiedziała mama wchodząc do pokoju.
Spojrzałam na nią. Miała łzy w oczach.Przytuliła mnie mocno.
-Cokolwiek się stanie, pamiętaj kochanie że Cię kocham.-powiedziała.
-Też Cię kocham mamusiu.-powiedziałam i dałam jej całusa w policzek.
-Życzę mu powodzenia..-szepnęła do siebie mama.
Nie zdążyłam zapytać o co jej chodzi, ponieważ w tym samym czasie podjechał samochód.
-Musisz już iść.-powiedziała do mnie mama z dziwnym uśmiechem.
-Ale..ale..
-Baw się dobrze.
Nie wiedząc co począć, wyszłam z domu i skierowałam się w stronę czarnego volkswagena passata.Od strony kierowcy wysiadł Dominik. Zamurowało mnie. Był ubrany w czarny, dopasowany garnitur, opinający mu mięśnie.
-Ślicznie wyglądasz, aniele.-powiedział jakimś takim innym, zmienionym głosem.
-Ty też przystojniaczku.-powiedziałam
Otworzył mi drzwi od strony pasażera. Gdy usiadłam na miejscu, lekko zamknął je za mną. Po chwili siedział tuż koło mnie i odpalał silnik.
-Dokąd jedziemy.?-spytałam zaciekawiona.
-Niespodzianka.-odpowiedział tajemniczo.
Jechaliśmy około pół godziny. Dominik zaparkował pod jakąś restauracją.Weszliśmy do środka.
-Ale tu przecież nikogo nie ma.-zaprotestowałam.
Na samym środku sali stał zastawiony stolik z bukietem róż w wazonie.
-Wiem, ponieważ ten wieczór należy tylko do nas.
Usiadłam na swoim krześle. Myślałam że Dominik zrobi to samo, ale mnie zaskoczył.Ukląkł przede mną i powiedział.:
-Eris Rosemarie  Moon. Wiem że nie znamy się zbyt długo, ale dla mnie to nie ma znaczenia. Od pierwszej chwili, w której Cię zobaczyłem, zakochałem się w Tobie. Każdego dnia żyłem tylko i wyłącznie myślą że Cię zobaczę i  to się liczyło. Nie potrafię zapomnieć sobie Ciebie nawet na minutę. Nawet gdybym chciał. Ale nie chcę. Chcę żyć z Tobą. Chcę widzieć każdego dnia Twoją twarz gdy się obudzę. Czuć twój zapach. Smak twych ust. Eris, zrozum. Kocham Cię. Czy..zostaniesz moją żoną.??



poniedziałek, 11 listopada 2013

od autorki:]

zapraszam również na mojego nowego :*  :) bloga: http://delikatnajakplatekrozy.blogspot.com/

Rozdział XX

Otworzyłam oczy i szybko je zamknęłam. Słońce dostające się zza zasłon bardzo mnie raziło. Zapomniałam już jak gorące jest słońce we Włoszech. Westchnęłam głośno. Wstałam z łóżka i zaciągnęłam zasłony. Postanowiłam że dziś zrobię mały remont w moim pokoju. Wzięłam szybki prysznic, zaczesałam włosy w koński ogon i zrobiłam sobie lekki makijaż. Ubrałam się w czerwoną bokserkę i czarne spodenki. Na paluszkach weszłam do sypialni mamy. Spała. Doskonale.
Wyszłam z domu z moją kartą kredytową. Wzięłam mamy samochód i pojechałam w stronę miasta. Najpierw pojechałam do sklepu z farbami. Kupiłam farbę w kolorze lawendowym i czarnym. A do tego jeszcze plandekę na meble.Później pojechałam do sklepu, gdzie można kupić wszystko dla domu. Chodziłam po sklepie i oglądałam różne rzeczy. Wybrałam sobie białe firanki w śmieszne wzory, fioletowo-czarne zasłony i duży biały puszysty dywan.. Pojechałam do księgarni i kupiłam parę książek. Wyszłam z księgarni i wsiadłam do samochodu. Po chwili namysłu skierowałam się do centrum handlowego. Weszłam do niedużego butiku. Za ladą siedziała starsza pani. Na głowie miała biały turban. Miałam wrażenie że gdzieś już ją widziałam. Tylko nie wiem gdzie. Jej oczy były przenikliwe, ale życzliwe.
-Dzień dobry, w czym mogę pomóc.?-zapytała ów pani.
-Dzień dobry. Szukam sukienki dla mamy. -powiedziałam.
-Hmm...Tam powinnaś znaleźć coś odpowiedniego.-powiedziała starsza pani i wskazała mi jeden z kątów sklepu.Skierowałam się we wskazanym kierunku.
Pod ścianą stały duże regały z ubraniami i szafki. Po kilku minutach ją znalazłam. Była wprost idealna. Czerwona za kolana,  na ramiączkach ze średnim dekoltem. Już sobie wyobrażałam w niej mamę.Wiedziałam że ta sukienka jest stworzona dla mojej mamy.! Dobrałam do tego czarne szpilki i czarną małą torebeczkę. Byłam usatysfakcjonowana. Podeszłam do kasy i zapłaciłam. Już chciałam wyjść gdy zatrzymał mnie głos starszej pani.
-Poczekaj jeszcze chwilkę kochaniutka. Mam coś dla Ciebie.-i zanim zdążyłam zaprotestować wręczyła mi duże czarne pudełko obwiązane czerwoną wstążką.
-Ale..ale ja nie mogę tego przyjąć. -wyjąkałam zaskoczona.
-Nawet nie wiesz co tam jest. I nie ma żadnego "ale". Wiem że ci się przyda. A teraz podziękuj i jedź do  domu.-powiedziała i zaśmiała się serdecznie.
-Dzię...Dziękuję. -powiedziałam i wyszłam z butiku.
Całą drogę powrotną myślałam nad tym gdzie już spotkałam te oczy. Nie mogłam sobie przypomnieć. Gdy podjechałam pod dom, zapomniałam o całym zajściu. Zostawiłam wszystko w samochodzie wzięłam zatyczki do uszu z mojego pokoju i włożyłam je mamie do uszu. Do tego nastawiłam cicho, tak żeby jak się obudzi znowu zasnęła, jej ulubioną muzykę. Weszłam do mojego pokoju i poprzestawiałam wszystkie meble na środek pokoju. Później wzięłam z samochodu plandekę i farby.  Zrobiłam sobie z gazety czapkę malarską.W wampirzym tempie pomalowałam dwie ściany na lawendowo a pozostałe dwie na czarno. Po wyschnięciu farby, poprzestawiałam meble i ściągnęłam z nich przykrycie ochronne. Skoczyłam do samochodu po resztę zakupów.Rozłożyłam dywan na środku pokoju. Pojechałam jeszcze do sklepu spożywczego po torbę urodzinową. Była biała, na środku namalowany był duży, wesoły brązowy miś, trzymający czerwone serduszko.Wróciłam do pokoju, zapakowałam w torbę prezent dla mamy i poszłam do kuchni. Zrobiłam naleśniki polane czekoladą i wanilią, kawę, rogaliki ze spożywczaka i sok pomarańczowy. Trzymając w jednej ręce torbę z prezentem w drugiej tacę z jedzeniem, weszłam do sypialni mamy. Położyłam prezent obok niej na łóżku. Wyciągnęłam jej zatyczki z uszu i lekko nią potrząsnęłam żeby się obudziła.
-Która godzina.?-spytała lekko zdezorientowana.
-14:25.-odpowiedziałam.
-Aż tak dłuugo spałam.?
-Mhm.. tak. Ale dziś Twój wielki dzień. Więc nie masz prawa wcześniej wstawać.-odpowiedziałam z chytrym uśmieszkiem.
-Pamiętałaś.-powiedziała rozczulona mama.
-Oczywiście.-powiedziałam po czym wręczyłam jej torbę z prezentem.
Spojrzała zaciekawiona na prezent. Gdy wyciągnęła zawartość torby krzyknęła zachwycona i rzuciła mi się na szyję.
-Dziękuję. Dziękuję.Dziękuję.-mamrotała mi do ucha.
Pocałowałam ją mocno w policzek i powiedziałam:
-Wszystkiego najlepszego mamo..!!!
Mama zaczęła się śmiać i mocno mnie ściskać.
-Ale to jeszcze nie koniec.
Mama spojrzała na mnie zdziwiona, więc zaczęłam wyliczać.
-Za jakąś godzinę przyjedzie po Ciebie twoja najlepsza przyjaciółka, pani McCarthy, pojedziecie do fryzjera, później do salonu spa, a na koniec do manikiurzystki.
-Ale..ale..-mama zaczęła protestować.
-Nie ma żadnego ale. Teraz zjesz śniadanie, później pójdziesz się odświeżyć do łazienki i przebrać i grzecznie pojedziesz z panią McCarthy. Zrozumiano.?-powiedziałam stanowczo.
-Tak, dziękuję.-powiedziała mama.
Wyszłam z jej pokoju do ogrodu.  Już zaczęłam wymyślać pewien plan na ten wieczór. Była mi potrzebna tylko jedna osoba do pomocy.Wyjęłam telefon i wybrałam numer.
-Halo..?-rozległ się zaspany głos w słuchawce.
-Jesteś mi potrzebny śpiochu.-powiedziałam po czym się zaśmiałam.
-Ok. Za ile mam być.?-spytał Dominik
-Hm.. Za jakąś godzinę. Może być.
-Jasne.-odparł.
Rozłączyłam się. Wzięłam z mamy pokoju tacę, posprzątałam w nim i poszłam zająć się kuchnią. W 15 minut kuchnia lśniła. Po kuchni, przyszedł czas na łazienki i salon. Gdy skończyłam, zobaczyłam że pod dom podjeżdża samochód.
-Mamoo. Pani McCarthy już jest.-zawołałam do mamy.
-Powiedz że zaraz przyjdę.-odkrzyknęła.
-Ok.
Wybiegłam z domu w ludzkim pędzie ponieważ nikt z naszych sąsiadów, a także ze znajomych i przyjaciół nie wiedział że jesteśmy wampirami. Więc musiałam uważać.Gdy dotarłam do samochodu, pani McCarthy otworzyła drzwi.
-Dzień dobry-przywitałam się.
-Cześć Eris. Nie martw się. Odwiozę ją dopiero na dwudziestą.-powiedziała 
-Jeszcze raz bardzo dziękuję za pomysł.
-Nie ma za co. A teraz zmykaj bo twoja mama nadchodzi.-zauważyła.
-Do dwudziestej.-pożegnałam się.
-Do zobaczenia.-powiedziała.
Gdy tylko samochód zniknął mi z oczu, zaczęłam obdzwaniać wszystkich przyjaciół mamy. W sumie zebrało się z trzydzieści osób. Zamówiłam tort i kwiaty. Już miałam dzwonić po Dominika bo się spóźniał, gdy stanął przede mną.
-Cześć. Przepraszam za spóźnienie.-powiedział i cmoknął mnie w policzek.
-Hej. Nic się nie stało.
-Więc co mamy dziś w planach.?
-Dziś są urodziny mojej mamy więc zapanowałam imprezę w ogrodzie. Musimy urządzić ogród, pojechać po kwiaty i tort i poczekać na wszystkich gości. A i do tego trzeba kupić jakieś przekąski, napoje i alkohol.
-Łoł. -powiedział
-Za dużo tego.??-spytałam lekko przejęta.
-Nie, znaczy się jesteś bardzo dobra w organizacji imprez.
Rozluźniłam się nieco.
-Dzięki
-Więc od czego zaczynamy.?
-Od ogrodu.-odparłam.
Porozwieszaliśmy na drzewach i altance światełka. Przystroiliśmy altankę i dróżkę do niej.Wyglądało to cudownie. Pojechaliśmy do supermarketu po chipsy, paluszki, soki, szampana itp. Później pojechaliśmy po kwiaty i tort. 
Wszystko poszło po mojej myśli. Impreza wyszła świetnie. Mama dostała dużo prezentów. Na samym początku przyjęcia się popłakała i dziękowała wszystkim za przybycie. Było po prostu cudownie.!!! Wszyscy tańczyli, śmiali się i wygłupiali. Ja tańczyłam tylko z Dominikiem.
Po imprezie wykończona wzięłam szybki prysznic i z ulgą oddałam się w objęcia Morfeusza.

sobota, 9 listopada 2013

Rozdział XIV

Szałwia, lawenda i trawa cytrynowa. To mnie właśnie obudziło. Zapach był tak przyjemny że zaczerpnęłam mocniej tchu.
-Śpiąca królewna się obudziła.-Ten głos.
Szybko otworzyłam oczy i przypomniałam sobie wczorajszy dzień. No tak. Leżę w przedziale na kanapie. Jestem w pociągu. Zgadnijcie z kim.
-Ile spałam.?-powiedziałam i głośno ziewnęłam.
-Hm.. Jakieś pięć, sześć godzin. -powiedział.
-Jeejku.. Nie pamiętam żebym zasnęła.A poza tym, mogłeś mnie obudzić.-powiedziałam z wyrzutem.
Zrobił tak śmieszną minę, że po prostu nie mogłam się nie roześmiać.
-No dobra, skoro się ze mnie śmiejesz, nie dostaniesz śniadania.-zagroził.
Momentalnie przestałam się śmiać. Już miałam robić przepraszającą minę, gdy głośno zaburczało mi w brzuchu. Zarumieniłam się aż po uszy, a on tylko spojrzał na mnie rozbawionym wzrokiem.
-Może jednak coś dla Ciebie zostało.-powiedział z łobuzerskim uśmiechem.
Dałam mu sójkę w bok. Wyszedł z przedziału. Korzystając z chwili, poszłam do łazienki. Przebrałam się w czyste ciuchy i wróciłam do przedziału, gdzie czekało na mnie śniadanie. Mhmm. Grzanki z szynką, serem polane ketchupem. Mniaaam.
-To dla mnieee..?-spytałam.
-A widzisz tu kogoś innego.?-odpowiedział.Spojrzałam na niego spode łba.
Widząc moje spojrzenie, dodał-Jedz.
-Dziękuję.
Pałaszowałam jedną po drugiej, aż z czterech grzanek, nie został ani okruszek.
-Aa. Właśnie. Bardzo się cieszę, że ze mną jedziesz i w ogóle,ale gdzie będziesz nocował.?-spytałam.
Milczał tak długo, że straciłam nadzieję że się odezwie, gdy wtem przemówił.
-Po pierwsze, będę spać w hotelu, ulicę od Ciebie.Po drugie zostaję razem z Tobą. Aż tak łatwo się mnie nie pozbędziesz.-powiedział i twardo spojrzał mi w oczy.
-Ale..ale.. nie musisz zostawać ze względu na mnie.....-zaczęłam.
-Ale chcę. I nie zmusisz mnie do powrotu bez Ciebie.-powiedział dobitnie.
-Ale ja już tam nie wrócę. Będę się uczyła w ludzkim liceum, będę zwykłą nastolatką. Nie zamierzam z tego zrezygnować. Chcę założyć normalną rodzinę, mieć kochane dzieci i wspaniałego męża. Tylko tyle..Aż tyle.
Chyba chciał coś powiedzieć, ale uniemożliwił mu to gwizd pociągu.
-Co jest.?-spytałam.
-To nasz przystanek.-odpowiedział.
Gdy pociąg stanął, wysiedliśmy z niego. Chciałam wziąźć swoje bagaże, ale on się uparł że  nie pozwoli damie nosić ciężkich rzeczy.Nie upierałam się. Wiedziałam że to dla niego nic. Przecież ma nadludzką siłę. Niech sobie zgrywa bohatera. Zadzwoniłam po taksówkę.Przyjechała po 15 minutach. Usiadłam z tyłu , czekając aż mój towarzysz i pan kierowca włożą nasze torby do bagażnika. Panowie w końcu wsiedli do samochodu i ruszyliśmy. Przez całą drogę patrzyłam przez okno. Nawet nie wiedziałam że tak stęskniłam się za widokiem Papilio. Dopiero teraz, gdy ponownie ujrzałam moje rodzinne miasto, to zrozumiałam. Znałam je od małego dziecka. Ze wspomnień wyrwał mnie jego głos.
-Wysiadamy.
Zapłacił za taksówkę i wziął nasze bagaże. Byliśmy pod moim domem. Och. Jaki on jest piękny. Jednopiętrowy, w kolorze błękitnego nieba z wielokolorowym ogródkiem pełnym kwiatów.  Zanim zdążyłam otworzyć furtkę, mama we łzach wybiegła z domu.
-Eris, kochanie.-powiedziała i rzuciła mi się na szyję. Mocno przytuliłam ją do siebie, zapominając o całym świecie. Pocałowałam ją lekko w czoło i delikatnie odsunęłam od siebie.W tym momencie dołączył do nas mój kompan.
-Ekhem.. mamo chciałabym Ci przedstawić mojego przyjaciela, Dominika.
-Dzień dobry.-przywitał się Dominik.
-Cześć.-odpowiedziała mama.
-Zostaniesz na kolację.?-spytała jeszcze mama.
-Przykro mi, ale nie mogę. Muszę jeszcze pozałatwiać parę spraw związanych z hotelem.-odpowiedział.
-Och.. W takim razie zapraszamy jutro.
-Dziękuję. Do widzenia. -powiedział.
-Do jutra.-powiedziała mama.
-Cześć Eris.- powiedział do mnie i lekko pocałował w policzek.
-Pa.
Weszłyśmy z mamą do domu. Mama zrobiła kolację, opowiadałyśmy sobie wszystko co nam tylko się przypominało. Oglądałyśmy stare zdjęcia rodzinne. Około godziny 23:43 poszłam się wykąpać. Gdy wyszłam z łazienki, poszłam do swojego pokoju. Rozpakowałam walizki i położyłam się do łóżka. Jejku. Za tydzień, zaczynam naukę w  ludzkim liceum. Myśląc o tym, co będę robić jutro, zasnęłam.
 -----------------------------------------------------------
Mam nadzieję że się podobało. Dedykuję ten i wszystkie inne rozdziały mojej najlepszej przyjaciółce, Natalii. Bo bez Ciebie  nie miałabym chęci do kontynuowania tego bloga. :*

poniedziałek, 4 listopada 2013

Rozdział XVIII

Przetarłam oczy i spojrzałam na zegarek. 12:25.  Nie przejmowałam się zbytnio tym że nie zdążę na zajęcia, ponieważ  postanowiłam dziś wyjechać z Akademii. Wyjrzałam za okno. Niebo było pochmurne. Wciągnęłam na siebie jasne dżinsy,  szarą bokserkę i długą czarną bluzę z kapturem wciąganą przez głowę. Włosy zaczesałam w koński ogon. Włączyłam muzykę z wieży. Leciała ta piosenka:http://www.youtube.com/watch?v=Ohrq4OMlxw8 . Hmm...
Wyciągnęłam z szafy walizkę i zaczęłam się pakować. Najpierw zabrałam z łazienki swoje rzeczy, później ciuchy, buty, torebki, i zdjęcia. Moje zdjęcia z przyjaciółmi, mamą i Sebastianem.Niema łza spłynęła mi po policzku. Otarłam ją szybko.
Pościeliłam łóżko, wyłączyłam wieżę i posprzątałam pokój.  Musiałam zrobić coś jeszcze. Wyszłam z pokoju i zamknęłam za sobą drzwi. Skierowałam się w stronę gabinetu dyrektora.Zapukałam.
-Proszę.!-powiedział kobiecy głos.
-Oo Eris. Co Cię do mnie sprowadza, skarbie.?-zapytała dyrektorka.
-Pani Green....
-Mówi mi proszę Theresa.
Zarumieniłam się lekko i zaczęłam mówić od nowa.:
-Otóż Thereso. Chciałabym opuścić twoją Akademię. 
-Rozumiem co musisz teraz czuć, ale czy musisz od razu rezygnować z nauki..? Przecież jesteś świetną uczennicą.!
-Wiem, ale chciałabym już wrócić do Papilio. Poza tym nie mam zamiaru rezygnować ze szkoły. Będę chodzić do liceum w moim mieście.-powiedziałam.
-No cóż... Nie mogę Cię zatrzymać, chociażbym bardzo chciała. Będzie nam Ciebie bardzo brakować Eris. Mam nadzieję że kiedyś mnie jeszcze odwiedzisz.
-Oczywiście.- stwierdziłam.
-Do zobaczenia Eris.-powiedziała pani Green.
-Do zobaczenia Thereso.-powiedziałam.
Wychodząc z gabinetu, zobaczyłam jeszcze jak Theresa uśmiecha się do mnie smutno.
Napisałam sms do Lexi.: Przyjdźcie do mnie po lekcjach całą paczką. Musimy pogadać.
Poszłam do swojego pokoju. 14:45. Za piętnaście minut kończą się lekcje. Wyciągnęłam z torby podróżnej mój szkicownik. Narysowałam tam wszystkich moich przyjaciół. Lex,Jace,Cam,Simon,Michael,Jack, Sebastian i Dominik. Wszystkie te osoby coś znaczyły w moim życiu. Z powrotem odłożyłam rysownik na miejsce. Wyjęłam telefon i wystukałam numer. Odebrała po trzecim sygnale.
-Cześć skarbie- rozległ się  w słuchawce tak dobrze mi znany głos.
-Mamo wracam do domu.
-Och..kochanie.. Tak się cieszę. Ale co ze szkołą.?-spytała moja mama.
-Nie martw się.Będę kontynuować naukę w Liceum w Papilio.
-Dobrze.....Kiedy chcesz wracać.?
-Załatwiłam wszystko z dyrektorką. Dziś wsiadam do pociągu.Wiesz mamo, muszę kończyć.
-Miłej podróży skarbie. Czekam na Ciebie. Paa.-powiedziała mama.
-Cześć mamuś.-pożegnałam się.
Schowałam telefon do kieszeni dżinsów. Usłyszałam pukanie.
-Proszę.!!-powiedziałam.
Do mojego pokoju weszła cała paczka. Cami,Jace,Simon,Jack,Lexi i Michael stanęli jak wryci na środku pokoju, na widok mojego pustego pokoju i walizki.
-O co chodzi Eris.?-spytała Cami siadając obok mnie na łóżku. Reszta usadowiła się na podłodze przed nami.
-Chodzi o to że chcę wrócić do domu.
-Kiedy.?-spytał bliski płaczu Jack.
-Dziś wieczorem wsiadam do pociągu.-powiedziałam i spuściłam oczy, by nie widzieć sześciu smutnych par oczu wpatrzonych we mnie.
-Rozumiemy Cię.-powiedział Jace.
-Ale nic Cię nie powstrzyma prawda .?-spytał Simon.
-Nie. Już podjęłam decyzję. Przepraszam. -powiedziałam.
-Nie pojedziesz. Chyba że obiecasz spełnić dwa warunki.-powiedziała Lexi.
Spojrzałam na nią zdziwiona i powiedziałam.
-Jakie.?
-Po pierwsze:Nigdy, ale to przenigdy o nas nie zapomnisz. Po drugie.: Ten ostatni dzień spędzamy razem.-powiedziała stanowczo.
Popatrzyłam na resztę. Mieli nadzieję w oczach. Uśmiechnęłam się do nich szeroko i powiedziałam: Zgoda.
Wszyscy rzucili się na mnie i zrobiliśmy grupowy uścisk. Lexi nie żartowała. Ten dzień naprawdę spędziliśmy razem. Ja, Lex i Cami przygotowałyśmy przekąski a chłopaki wypożyczyli z sali informatycznej projektor i na ścianie mojego pokoju oglądaliśmy filmy. "Szkoła uczuć'. 'Constantine' czy "Pamiętniki Wampirów "
 to tylko niektóre z oglądanych przez nas filmów. Siedzieliśmy tak do godziny 18:05. O godzinie 19:50 miałam odjazd pociągu. Pożegnałam się ze wszystkimi. Nawet z Erickiem.
Na dziedzińcu czekała już na mnie taksówka. Cała szkoła wyszła z Akademii, by mnie pożegnać. Uśmiechnęłam się poprzez łzy i wsiadłam do taksówki. Podałam kierowcy adres i zagłębiłam się w myślach. O godzinie 19:40 byliśmy już na miejscu.
Zapłaciłam taksówkarzowi i wysiadłam z samochodu.Wsiadłam do pociągu z moimi bagażami i zaczęłam poszukiwania wolnego przedziału. Wszędzie było zajęte. W ostatnim wagonie znalazłam wolny przedział. Był tam tylko jeden mężczyzna ale mi to nie przeszkadzało.
-Można.?-spytałam.
Mężczyzna pokiwał głową na tak. Położyłam bagaże na półce  i usiadłam na miękkim siedzeniu. Chciałam się przywitać, gdy nagle mężczyzna odchylił kaptur. -" O matko."-zdążyłam pomyśleć zanim mężczyzna się odezwał.
-Chyba nie sądziłaś Eris, że odjedziesz bez pożegnania.-powiedział, po czym złożył na moim policzku pocałunek. Śmiejąc się do łez rzuciłam się mu w ramiona.
------------------------------------------------------------------------------------

Mam nadzieję że rozdział się Wam spodobał.:)

sobota, 26 października 2013

Rozdział XVII

Przewróciłam się na drugi bok w moim szerokim łóżku. Próbowałam zasnąć, bo od jakiś 10 minut już nie spałam. Nie da rady trzeba wstać. Zeszłam z łóżka niechętnie. Stojąc pod ciepłym strumieniem wody postanowiłam co dziś powiem moim znajomym. Nie mogę tu zostać. Zbyt wiele wspomnień o Sebastianie. To dla mnie za dużo. Wyszłam z łazienki..Wyciągnęłam z szafy czarną sukienkę przed kolana i czarne baleriny. Nie miałam już ochoty na kolorowe rzeczy, ponieważ bez Sebastiana moje życie straciło barwę i kolory..Ubrałam się, założyłam baleriny. Włosy zaczesałam w koka. Wyszłam z pokoju i poszłam w stronę jadalni. Po drodze dogonił mnie Jack.
-Hej Eris.- powiedział i mocno mnie przytulił.
-Cześć Jack.
-Jak się czujesz.?
-Jakby wyrwano mi serce.
-No tak, głupie pytanie. Przepraszam.
-Nic się nie stało.-powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego słabo.
-Kiedy....Kiedy go..-nie chciało mi to przejść przez gardło.
Jack w mig załapał o co mi chodzi.
-Dziś wieczorem. -powiedział.
A więc to dziś mam się pożegnać z Sebastianem ostatecznie. Poczułam ukłucie w sercu, tak jakby ktoś wbijał mi w nie nóż.  Doszliśmy to stołówki. W drzwiach stanęłam jak wryta. Przy naszym stoliku, tam gdzie zawsze było miejsce mojego ukochanego siedział Dominik. Jack zobaczył że nie idę za nim i wrócił się po mnie.
-Eris chodź. -szepnął mi do ucha.
Posłuchałam go. Czułam się jak robot wykonujący polecenia. Siadłam przy stoliku i machinalnie przywitałam się ze wszystkimi. Jace przyniósł mi naleśniki polane czekoladą.
-Dzięki-powiedziałam i uśmiechnęłam się lekko.
Uwielbiam naleśniki.Czekoladę też. Pochłonęłam dwie porcje, byłam aż tak głodna. Dziś też odwołano lekcje, tyle .że z powodu pogrzebu Sebastiana. Po śniadaniu poszłam do swojego pokoju z zamiarem spędzenia tam czasu aż do wieczora. Ściągnęłam baleriny i rzuciłam się na łóżko. Leżałam tak z pięć minut z głową wciśniętą w poduszki.Nagle wpadł mi do głowy pewien pomysł.Wyciągnęłam z szafki nocnej rysownik i ołówek.Postanowiłam narysować Sebastiana.  Ten ostatni raz, uchwycić jego idealne rysy twarzy, piękne oczy i łobuzerski uśmiech. To co kochałam najbardziej. Gdy skończyłam rysować, popatrzyłam z zachwytem na mojego ukochanego spoglądającego na mnie z rysownika. Był prawie jak żywy. Całowałam, dotykałam papier. Później krzyczałam, tak jakbym chciała nakrzyczeć na Sebastiana za to, że mnie zostawił.
Usłyszałam pukanie do drzwi.Pośpiesznie schowałam z powrotem  do szafki szkicownik.
-Proszę.!-powiedziałam.
Do pokoju wszedł Dominik. Przeszedł przez pokój i usiadł koło mnie.
-Co tam.??-zapytał robiąc zabawną minę.
-To co zwykle a u ciebie.?
-Nudno.
Zaświtał mi w głowie następny pomysł.
-Mogłabym Cię narysować.?-spytałam.
-Hmm... To zależy.
-Od czego.?
-Mam się rozbierać.?
-Co.. Nie no coś Ty.- powiedziałam czerwieniąc się
-Hm. no to może być.
Znowu wyciągnęłam szkicownik. Otworzyłam go na pustej stronie.
-Dopóki ci nie powiem, masz się nie ruszać.-zakomenderowałam.
Znieruchomiał i utkwił we mnie swoje hebanowe oczy. Zaczęłam rysować. Nos,oczy, suta, uszy, włosy, szczęka brwi, rzęsy... Gdy skończyłam, Dominik uśmiechnął się.
-Mogę zobaczyć.?
-Jasne.
Podałam mu szkicownik.
-Pięknie rysujesz.
-Dzięki.-powiedziałam.
-Chyba musimy już iść.
-Gdzie.?-spytałam zbita z pantałyku.
-Na pogrzeb.
-Och..-tylko tyle zdołałam wykrztusić.
Spojrzałam na zegarek. Było już po dwudziestej. Przy Dominiku szybko tracę rachubę czasu.
-Gotowa.?-spytał patrząc na mnie wyczekująco.
-Chyba tak
-Jeszcze tylko jedna mała poprawka.-powiedział.
Powyciągał mi spinki z koka i rozpuścił go. Włosy opadały mi falami na ramiona.
-Teraz lepiej.-powiedział.
Wyszliśmy z Akademii i skierowaliśmy się na główny dziedziniec. Stał tam już duży stos drewna. Stos pogrzebowy. Zwłoki martwego wampira zawsze paliło się na stosie.  Wśród otaczających go osób wypatrzyłam swoich przyjaciół. Podeszłam do nich razem z Dominikiem. Uśmiechnęli się na mój widok smutno. Ceremonia rozpoczęła się. Kapłanka Akademii zaczęła głośno wymawiać modlitwę za Sebastiana.
Po pięknych słowach modlitwy, przyszedł czas na podpalenie stosu. Dwóch nauczycieli to zrobiło. Najpierw zajęło się drewno, później góra stosu, tam gdzie leżało ciało Sebastiana. Po policzkach leciały mi łzy. Odśpiewaliśmy pożegnalną pieśń.
 Gdzieś tam, hen daleko w niebo spójrz. Zobaczysz swoją kochaną boginię More. To ona Cię wezwała. Nie bój się. Obroni Cię. Otoczy opieką. Przy niej będziesz szczęśliwy. Chwile pożegnania są trudne, wiem. Ale żegnaj. Spoczywaj w pokoju.
 Po ceremonii nie miałam ochoty na nic. Poszłam do siebie. Wzięłam prysznic i położyłam się w łóżku. Myślałam o wszystkim. Wiedziałam co zrobię jutro. Powiem moim przyjaciołom, że wracam do domu.


-------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję że rozdział się podoba.  Niestety, niedługo mam zamiar skończyć ten blog.
Przepraszam.


Od autorki.

Cześć wszystkim. Chciałabym Wam przedstawić Dominika. Z pozoru zły charakter. Po śmierci Sebastiana pomoże wyjść z rozpaczy Eris. Rozkwita między nimi przyjaźń. Czy po śmierci ukochanego Eris otrząśnie się z otępienia w jakie wpadła.? Czy między nimi rozkwitnie coś więcej.? O tym dowiecie się czytając kolejne rozdziały.

                                                     Oto nasz nowy bohater.

środa, 23 października 2013

Rozdział XVI

Otworzyłam oczy. Przez okno do pokoju wlewały się ciepłe promienie słońca. Dziwnie się czułam. Nic nie mogłam sobie przypomnieć z wczorajszego dnia. No nic.  Wstałam, wzięłam z szafy dżinsowe spodenki, czarną bokserkę i czarny sweterek. Do tego dorzuciłam dżinsowe sandałki i weszłam do łazienki. Z dziesięć minut stałam pod prysznicem. Umyłam włosy, wtarłam w  nie odżywkę, spłukałam i wyszłam z kabiny. Wysuszyłam włosy i spojrzałam w lustro. Włosy sięgały mi już do pasa.  Zaplotłam je w grubego warkocza  i już miałam wyjść z pokoju, gdy drzwi się uchyliły i zobaczyłam głowę Lexi. Miała zmartwioną minę.
-Heej, co się stało.?-spytałam wesoło, ale gdy zobaczyłam jej poważny i smutny wyraz twarzy, mina mi zrzedła.
-Nie pamiętasz.?-spytała zachrypniętym głosem. Chyba musiała dużo płakać.
-Nie. Jakoś tak nie pamiętam nic z wczorajszego dnia. A stało się coś złego.?
-Tak- powiedziała i wybuchła płaczem.
Dalej nie wiedząc o co chodzi wzięłam ją za rękę, zamknęłam drzwi i posadziłam na swoim łóżku.
-Eris, chodzi o to że... że...Sebastian nie żyje.-powiedziałam między spazmami szlochu.
Zakręciło mi się w głowie. Usiadłam na podłodze, koło stóp mojej najlepszej przyjaciółki.
-Nie. To nieprawda. To nie może być prawda.-powiedziałam próbując przekonać sama siebie.
-Przykro mi Eris-powiedziała.
Teraz była kolej  na mnie. Zaczęłam głośno płakać i wyklinać na czym świat stoi. Wrzeszczałam na całe gardło. Przybiegli moi przyjaciele i Dominik.
-Lexi, co się stało.? - spytał Jace moją nadal płaczącą przyjaciółkę. Próbował mnie przekrzyczeć ale mu nie wychodziło, więc podszedł wziął  Lex za rękę i wyprowadził z pokoju. Zostałam z resztą, która patrzyła się na mnie ze współczuciem. Ale ja nie przestawałam. Nie mogłam. Wydawałam z siebie dźwięki, które wydaje ranne zwierze. Czułam się ranna. Moje serce pękało na kawałki. Przybiegła dyrektorka, prawie pół szkoły i  nauczyciele. Każdy patrzył na mnie ze współczuciem w oczach. Zaczęłam na nich wrzeszczeć. Kazałam im wyjść z mojego pokoju. Wychodzili bez oporów, patrząc na mnie współczującym wzrokiem. Nie mogłam tego znieść. Wyszli wszyscy prócz jednej osoby. Dominik.
-Co Ty tu dalej robisz.?! Kazałam wszystkim wyjść.!-ofuknęłam go wnerwiona.
-Ale ja nie słucham twoich rozkazów.-powiedział spokojnie i jakby nigdy nic rozłożył się na moim łóżku.
-Odwal się ode mnie.
-Bo co.?-spytał lekko rozbawiony.
-Ty nic nie rozumiesz. Nie wiesz jak to jest stracić osobę którą się kochało.!
-Akurat w tym moja droga się mylisz.- powiedział.
Usiadł wyprostowany na moim łóżku z jakimś takim dziwnym wyrazem twarzy.
-Straciłem młodszą siostrę, która była dla mnie najważniejsza na świecie.
-Och..Przykro mi. Ale kto..-szybko się zreflektowałam i poczułam okropnie że się na niego wydarłam.
-Strzygi.
To jedno słowo mi wystarczyło żeby wszystko zrozumieć. Strzygi były potworami. Zabijają ludzi i wampiry dla przyjemności. Nie czują współczucia, miłości, bólu czy tęsknoty. Te kreatury nie mają uczuć.
-Nie wiedziałam.... Nie chciałam..-zaczęłam ale nie dane mi było skończyć.
-Nic się nie stało.- powiedział.
Uśmiechnęłam się do niego blado i usiadłam obok. 
-Przyjaciele.?-powiedział uśmiechając się słodko.
-Przyjaciele.- powiedziałam.
Objął mnie ramieniem i przyciągnął do siebie. Wiem, może to dziwne ale pomyślałam że zaraz mnie pocałuje. Nie myliłam się aż tak bardzo. Dominik pocałował mnie w policzek i mocno do siebie przytulił. Był ciepły, jak na wampira. Jego duże ciało ogrzewało mnie. Nie sądziłam że wampiry są takie ciepłe.
-Nie martw się mała, wszystko jakoś się ułoży-powiedział.
Siedzieliśmy w ciszy dopóty, dopóki nie zapadłam w sen. Przed zaśnięciem poczułam na czole jego ciepłe wargi.

wtorek, 22 października 2013

Rozdział XV

Obudziłam się o 4 nad ranem. Próbowałam znowu zapaść w błogi sen ale mi nie wychodziło. Zrezygnowana westchnęłam i zaczęłam wstawać z łóżka gdy nagle poczułam przeszywający ból. Zapomniałam o swojej zwichniętej kostce. Szlag.! Z każdym krokiem nieźle bolało. Zacisnęłam usta, wzięłam z szafy ubrania i  skierowałam się do łazienki. Weszłam pod prysznic. Stałam pod ciepłym strumieniem wody myśląc o moim chłopaku. Dzisiaj odwołano wszystkie lekcje z okazji przedstawienia Romeo i Julii. Ja miałam być Julią tylko pech chciał że zwichnęłam kostkę i nie mogę występować. Ma mnie zastępować Jennifer. Brr.. Aż ciarki przechodzą na jej widok. Jest piękna  to prawda. Ale jej zimne oczy wyrażają tyle niechęci do świata, że wydają się go mrozić. Nie wiem co takiego spotkało tą dziewczynę, ale powiedzieć o niej że jest niemiła to mało powiedziane. Jest najwredniejszą osobą jaką spotkałam. 
Wyszłam spod strumienia orzeźwiającej wody. Wytarłam się ręcznikiem, wysuszyłam włosy i zaczęłam ubierać ciuchy. Dziś postanowiłam ubrać niebieski top z czerwonym sercem, czerwone rurki i dżinsową kamizelkę 3/4 a do tego niebieskie vansy. Rozczesałam włosy i podpięłam grzywkę. Stwierdzając że wyglądam całkiem, całkiem wyszłam z łazienki. Ogarnęłam trochę pokój i wyciągnęłam telefon. Wybrałam numer mamy. Odebrała po drugim sygnale.
-Cześć mamo.
-Hej, kochanie co słychać.?
-Dzisiaj jest to całe przedstawienie o Romeo i Julii..
-To w którym występujesz.?-mam weszła mi w słowo.
-Występowałam. Skręciłam kostkę i lekarz nie pozwolił mi brać w nim udziału.
-Och kochanie. Tak bardzo mi przykro. Mam nadzieję że to nic poważnego.-powiedziała mam przejętym głosem.
-Nie, spokojnie. Za niecały tydzień powinnam być zdrowa jak ryba.
Opowiedziałam mamie o tym jak zwichnęłam kostkę, o szkole, przyjaciołach i Sebastianie.
Pogadałyśmy tak jeszcze z godzinkę. Mama opowiedziała mi co tam w pracy, w mieście i w ogóle.
Siedziałam na łóżku słuchając muzyki, gdy usłyszałam pukanie do drzwi.
-Heeej, małaa.- powiedziała Lexi i weszła razem z Cam do mojego pokoju.
-Wyglądacie pięknie-powiedziałam.
-Wyglądasz ślicznie-powiedziały w tym samym momencie co ja.
Wybuchnęłyśmy śmiechem. Przytuliłam je mocno do siebie.
-Kocham was.-powiedziałam Cam.
-My Cię też.- powiedziałam razem z Lexi.
Poszłyśmy na śniadanie.Ja kulejąc i podpierając się na Cami i Lexi.
-Hej inwalido- powiedział Jace i uśmiechnął się szeroko.
-Cześć pusty łbie- powiedziałam do niego i posłałam mu równie szeroki uśmiech.
-Jak dotrzesz do auli.?-spytał mnie zaciekawiony Simon.
-Ja i Cammi zawieziemy ją na wózku.-powiedziała Lex.
-W wózku dla dzieci.?-spytał Jack.
-Tak. Pożyczymy go od Ciebie. Nie, w wózku inwalidzkim młotku.-powiedziała Cam.
Zaczęliśmy się śmiać. Simon przyniósł mi do stolika miskę pełną płatków i mleka.Podziękowałam i zaczęłam pałaszować. Po śniadaniu Cam i Lexi przywiozły mnie na wózku do auli. Większa połowa szkoły już siedziała. Moja paczka była vipami więc mieliśmy miejsca w pierwszym rzędzie. Szukając wzrokiem Sebastiana, nie skapnęłam się że stoi tuż za mną,
-Cześć piękna- szepnął mi do ucha i dał buziaka w usta na przywitanie.
Światła zgasły. Zaczęło się przedstawienie. Każdy świetnie odgrywał swoje role. Pod koniec przedstawienia nagle padły strzały. Przestraszona piskami większości dziewczyn spojrzałam na scenę. Nie.!!  Sebastian leżał na środku sceny w kałuży krwi. Wszystko działo się tak szybko... Nie zważając na ból w kostce pobiegłam na scenę.
-Sebastian.!! Nie.!! -krzyknęłam  i podbiegłam do niego.
Przyklękłam koło niego. Wzięłam jego głowę na swoje kolana i zaczęłam głaskać miękkie blond loki.
-Nie umrzesz!- powtarzałam łkając.
Ale wiedziałam że jest już za późno. Nie słyszałam bicia jego serca. Nie chciałam odejść od niego nawet wtedy, gdy ratownicy przybiegli sprawdzić czy mój ukochany żyje. Dopiero gdy oplotły mnie silne ręce i podniosły z ziemi jakbym nic nie ważyła, zwróciłam uwagę na otaczający mnie świat. Podniosłam głowę i spostrzegłam że to Dominik mnie podniósł.
-Przykro mi.-powiedział.
Przytuliłam się mocno do niego i zaczęłam głośno szlochać. Widziałam zatroskane twarze przyjaciół. Jack, Simon, Cami, Jace, Michael i Lexi.  Popatrzyłam zranionym spojrzeniem na Sebastiana i wybiegłam z auli. Biegłam między drzewami. Usiadłam pod dużym rozłożystym dębem i zaczęłam płakać. Gdy skończyły się łzy, krzyczałam. Chciałam dać upust całemu mojemu bólowi. W końcu, wyczerpana położyłam się na ziemi u sunęłam.
Jestem lekka jak piórko.Fruwam. Unoszę się. Ale najważniejsze. Nie czuję bólu. Nie czuję nic...


Mam nadzieję że rozdział się Wam podoba. Zapraszam do dalszego wchodzenia na mój blog.:)

poniedziałek, 14 października 2013

Rozdział XIV

Przez cały tydzień nic się nie działo. Dzień przed przedstawieniem, postanowiliśmy razem z moją paczką wybrać się do miasta na lody. Wyszliśmy ze szkoły na przystanek o 14:35. Autobusem do miasta mieliśmy około 20 minut. Poszliśmy do tej samej kawiarni, gdzie byłam ostatnim razem. Razem z Lexi zamówiłyśmy lody o smaku miętowym, ponieważ obydwie uwielbiałyśmy ten smak, Cami i Simon zamówili brzoskwiniowe, Jace jabłkowe, Jack malinowe a Sebastian cytrynowe. Siedliśmy przy jednym długim stoliku i zaczęliśmy się zajadać. Pochodziliśmy po mieście, oglądaliśmy wystawy, wchodziliśmy do sklepów. Weszliśmy jeszcze na chwilę do sklepu spożywczego po picie i słodycze.  Czekając na autobus powrotny zjedliśmy nasz prowiant. Gdy byliśmy na przystanku pod szkołą, założyłam się z Cami i Lexi, która pierwsza przebiegnie ławkę wygrywa. Trzy ławki koło siebie niedaleko dużego dębu, idealnie nadawały się do zawodów. Chłopcy obiecywali że będą kibicować. Śmiejąc się wystartowałyśmy. W połowie ławki jedna z desek się pode mną załamała i upadłam, skrzywiając nogę pod dziwnym kątem. Ostatnie co zobaczyłam przed utratą przytomności to zaniepokojone twarze przyjaciół i szybko oddalającą się postać w czarnym kapturze.

Dryfuję w powietrzu. Nic nie ma nade mną ani pode mną. Tylko jasny błękit. Uwielbiam ten kolor. Wydaje mi się że płynę, fruwam pośród nicości. Tutaj nie czuć bólu, cierpienia.Nic. Widzę światełko i chcę go dotknąć. Powoli próbuję otworzyć oczy.

-Chyba się budzi.- chwila, czy to nie przypadkiem Lexi.?
Otwieram oczy  i widzę zatroskane twarze Cami, Lexi i Sebastiana a także pielęgniarkę i lekarza.
-Co się stało.?-pytam zdezorientowana.
Nic nie pamiętam. Czuję tylko lekki ból w prawej nodze.
-Ścigałyśmy się po ławkach. Nagle pod tobą jedna z desek się załamała, upadłaś i straciłaś przytomność. -mówi Lexi a Cami wybucha płaczem.
-Nic się nie stało Cam.-mówię i przytulam ją żeby trochę ochłonęła.
Pielęgniarka każe wyprowadzić z sali Sebastianowi Cameron. Lexi zostaje.
-Masz zwichniętą kostkę i kilka siniaków. -mówi lekarz.
-O nieee....-mówię bo przypominam sobie że jutro jest przedstawienie.
-Co się stało.?-pyta lekarz.
-Jutro mamy przedstawić Romeo i Julię a ja gram Julię.-mówię.
-Masz dublerkę.?-pyta pielęgniarka.
Patrzę ze zgrozą na moją przyjaciółkę, która odpowiada mi smutnym uśmiechem i mówi
-Tak. Ma.
Moją dublerką jest największa dziwka w szkole Jennifer Mason. Niewątpliwie największa "gwiazda" szkoły. Jest to wysoka blondynka o zielonych oczach. Bogata, piękna sławna. Czego więcej chcieć.? Ma wszystko oprócz jednego. Najprzystojniejszymi kolesiami  w szkole są Sebastian, Jace, Simon, Jack i Dominick. Na pech Jennifer wszyscy są już zajęci. No, może Dominick nie bo wiem że on nie ma dziewczyny. Tak więc wredna suka próbuje odbić mi Sebastiana ale jej nie wychodzi. Mój chłopak jest odporny na jej urok. Dobrze jej tak.
Po paru rozmowach z lekarzem, ustaliliśmy że nie mogę występować, ale mogę przyjść na przedstawienie. Tylko że 'przyjść' oznacza że Lexi i Cam będą musiały przywieźć mnie na wózku inwalidzkim. Jakież to upokarzające.! Ale zrobię wszystko żeby wspierać mojego ukochanego.!
Około godziny 21:35 mogę wyjść ze skrzydła szpitalnego. Sebastian sadza mnie na wózku inwalidzkim i wiezie przez cały dziedziniec. Później zostawiając wózek w holu bierze mnie na ręce i zaprowadza do pokoju. Po pożegnaniu się wychodzi i zostawia mnie samą. Idę pod prysznic. Po paru minutach wychodzę z łazienki umyta i  ubrana w piżamę. Biorę tabletki przeciwbólowe, kładę się na łóżku i zapadam w głęboki sen.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Mam nadzieję że rozdział się spodobał. Bardzo się nad nim umęczyłam ale jest.!:) 

niedziela, 6 października 2013

XIII

Poczułam że ktoś całuje mnie w policzek. Otworzyłam oczy. Nade mną leżał Sebastian.
-Wstawaj śpioszku.
Przekręciłam się i to teraz ja leżałam na nim.Uśmiechnęłam się gdy odgarnął mi kosmyk włosów z czoła.
-Wolę zostać w łóżku.-wymruczałam mu do ucha.
-Też bym wolał tu zostać ale mamy zajęcia.
-Szkooooda.-powiedziałam.
Wzięłam z szafy ciuchy i poszłam do łazienki.Po piętnastu minutach byłam już gotowa.Wzięłam torbę z książkami i przełożyłam sobie przez ramię. Spojrzałam na swojego chłopaka i spytałam:
-Idziemy..?
-Tak.
Wziął mnie za rękę i wyszliśmy z pokoju. Poszliśmy prosto do stołówki.Carmen,Jack,Simon,Michael,Jace i Lexi już jedli.Przywitaliśmy się i poszliśmy w kierunku bufetu. Dziś wybrałam dla siebie bułkę z masłem i szynka i zielone jabłko.Do tego dołożyłam pepsi w puszce.Mniaam..
Usiedliśmy przy naszym stoliku i zaczęliśmy rozmawiać.O naszych planach na ferie jesienne, o balu jesiennym, o przedstawieniu.W końcu musieliśmy pójść na lekcje. Ale umówiłam się dziś z Cami i Lex że urządzimy sobie babski wieczór.
Na każdej lekcji czułam na sobie spojrzenie Dominika.Denerwowało mnie to jak nie wiem co. Po lekcjach, usiadłam z moją paczką do kolacji.Cami  miała dziś do mnie przynieść chipsy i czekoladki, Lexi piwo i napoje gazowane a ja żelki i paluszki. Zapowiadał się ciekawy wieczór. Na szczęście jutro sobota i nie musimy iść wcześnie spać.
Pożegnałam się z Sebastianem i poszłam do swojego pokoju. Rozłożyłam na podłodze 3 śpiwory, 3 poduszki i 3 koce. Wszystko razem wyglądało dość fajnie. Do przyjścia dziewczyn miałam jeszcze półtorej godziny. Postanowiłam wziąść długą kąpiel. Umyłam włosy cynamonowym szamponem a ciało balsamem o zapachu wanilii. Wyszłam z wanny, owinęłam się ręcznikiem i zaczęłam suszarka suszyć włosy. Później wytarłam ciało  i wskoczyłam w piżamę.Była to bluzka 3/4 z namalowaną na środku słodką myszką z kokardką. Spodnie w kolorze morskim z namalowanymi mini myszkami. Wyszłam z łazienki, pościeliłam łóżko i odrobiłam lekcje. Gdy skończyłam, usłyszałam pukanie do drzwi. Cami i Lexi weszły do pokoju z prowiantem. Położyłyśmy się na śpiworach. Otworzyłyśmy piwa, żelki i paluszki i zaczęłyśmy rozmawiać o tym w co się ubierzemy na bal, o mojej roli w sztuce, o najnowszych ploteczkach w szkole. Później przeszłyśmy na temat naszych chłopaków. Każda po kolei opowiadała jak jest jej dobrze ze swoim ukochanym. Po paru piwach zastanawiałyśmy się ze śmiechem który w związku Simona i Jacka jest  dziewczyną. Ustaliłyśmy że Jack. Zdecydowałyśmy że zaprosimy go na nasz następny babski wieczór. Skończyłyśmy jeść i pić. Opowiadałyśmy sobie jeszcze o naszych rodzinach, byłych chłopakach i naszych marzeniach. Poszłyśmy spać około 4 nad ranem.

sobota, 28 września 2013

XII

Obudziłam się o 7:15. Wstałam, wzięłam ciuchy z szafy i ruszyłam do łazienki. Po wykonaniu porannej toalety, ubrałam się w niebieskie dżinsy ze specjalnymi dziurami na udach i kolanach, do tego dobrałam białą bluzkę ze słodką brązową małpką z niebieską kokardką, a także szaro- niebieską bejsbolówkę z kapturem. Ubrałam szare trampki do kostki i już miałam wychodzić z pokoju, gdy przypomniałam sobie że na moim łóżku śpi ponad dwumetrowy blondyn.
-Heej. Wstawaj.- powiedziałam.
Nic nie powiedział tylko przekręcił się z brzuchu na plecy. Usiadłam okrakiem na jego brzuchu i zaczęłam go słodko całować.
-Noo..takie pobudki to ja lubię.-wymruszał.
Wstał i poszedł do łazienki a ja pościeliłam łóżko. Gdy wrócił ruszyliśmy razem w stronę stołówki. Przywitaliśmy się z naszymi przyjaciółmi i zaczęliśmy jeść. Sądzę że moja paczka szybko przyzwyczaiła się do Sebastiana. Teraz każde z nas miało swoją drugą połówkę. Po śniadaniu wszyscy poszliśmy na lekcje.
Kilkanaście godzin później. 
Po kolacji wykąpałam się, ubrałam w piżamę i ruszyłam do łóżka. Dziś Sebastian u mnie nie nocował, ponieważ jego współlokator i kolega jest chory. Sebastian powiedział do naszej dyrektorki że może się nim zająć.Zasnęłam szybko.
Byłam w szkole. Chodziłam w nocy po opustoszałych korytarzach. Nagle weszłam do naszej sali gimnastycznej, która jakimś cudem zamieniła się w salę balową. Spojrzałam w dół i ujrzałam na  sobie piękną krwistoczerwoną suknię. Do tego miałam czerwone buty na lekkim obcasie. Na środku sali stał jakiś chłopak odwrócony do mnie plecami. Myślałam że to Sebastian więc podbiegłam do niego. Myliłam się. Stanęłam twarzą w twarz z jakiś chłopakiem. Był całkowitym przeciwieństwem mojego ukochanego. Miał ostre rysy twarzy i wydatne kości policzkowe. Czarne włosy i oczy pasowały do jego smokingu.  Te jego oczy mnie hipnotyzowały. Nie mogłam się ruszyć z miejsca. Nieznajomy podszedł i zaczęliśmy tańczyć walca. Nie mogłam nic na to poradzić. Moje ciało mnie nie słuchało.Coś jakby przyzywało mnie do tego chłopaka.Wirowaliśmy na środku sali wpatrując się w swoje oczy. Nagle podniósł mój nadgarstek do ust i pocałował. Zapiekło, jakby ktoś mi wylał wrzątek w miejscu jego pocałunku. 
Wyszeptał mi do ucha dwa słowa które mnie zmroziły: "Sperare improviso"
-Do zobaczenia-rzekł.
 Obudziłam się wystraszona i zdyszana. Spojrzałam na swój nadgarstek i zamarłam. W miejscu gdzie pocałował mnie nieznajomy chłopak widniała mała runa, przypominająca gwiazdę w środku której było jedno słowo :Przedwieczna. Zastanawiałam się co to dla mnie oznacza i kim był  ten chłopak.?!  Spojrzałam na zegarek. 7:40. Jasna cholera. Spóźnię się na zajęcia.!!. Szybko umyłam zęby, założyłam ciuchy i zawiązałam na nadgarstku fioletową bandamkę, by zakryć runę. Nie chciałam żeby ktoś się na razie o tym dowiedział. Chciałam najpierw sama to przemyśleć. wybiegłam z pokoju i skierowałam się w stronę stajni, ponieważ miałam pierwszą lekcję Zajęcia z jazdy konnej. Doszły nam jeszcze cztery przedmioty.Muzyka, zajęcia artystyczne, pisarstwo i aktorstwo. Bardzo podobały mi się te zajęcia. Gdy weszłam do sali, nauczycielka spojrzała na mnie zdziwiona ale nic nie powiedziała. Przywitałam się ze wszystkimi i poszłam do boksu mojego ulubionego konia Afrodyty.
-Cześć piękna.- powiedziałam do niej i wzięłam szczotkę do rąk. Przeczesywałam sierść i grzywę konia. Jakimś cudem to mnie uspokajało.
Po jeździe konnej miałam aktorstwo. W przyszły piątek wystawialiśmy  Romea i Julię. Ubóstwiałam tą sztukę.
-Dzień dobry.- przywitałam się z nauczycielem, panem Morellem.
Te zajęcia miałam z Cami i Sebastianem. Siedzieliśmy we trójkę. Właśnie ustaliliśmy że ja mam zagrać Julię a Sebastian Romea, gdy nagle do klasy wpadł jakiś chłopak.Nie widziałam jego twarzy, ponieważ stał do mnie tyłem. Gdy się odwrócił, przypomniał mi się pierwszy dzień Sebastiana w szkole.Nowym chłopakiem okazał się nieznajomy z mojego snu. Gwałtownie zaczerpnęłam powietrza. Sebastian i Cami popatrzyli na mnie z pytającym wyrazem twarzy.
-Nic się nie stało.- powiedziałam do nich szeptem.
-Cześć nazywam się  Dominik Morte. Od dziś będę chodził z wami do klasy. -przedstawił się nowo przybyły.
Nie no serio. Jaki koleś ma na nazwisko "śmierć"..? Bez jaj. Po lekcji aktorstwa, poszłam do pielęgniarki żeby si.ę zwolnić z reszty zajęć. Miałam gorączkę i bolał mnie brzuch. Pielęgniarka kazała mi zostać do końca dnia w łóżku.
Leżałam pod ciepłą kołdrą, dopóki nie przyszedł Sebastian.
-Cześć kochanie.-powiedział.
-Hej.
-Jak się czujesz.?
-Całkiem, całkiem- odpowiedziałam.
Położył się koło mnie. Wtuliłam twarz w jego pierś i zasnęłam. Tym razem przyśniły mi się tylko miłe chwile sam na sam z Sebastianem.

sobota, 21 września 2013

Od autorki..:[

Kochani, czemu nie wchodzicie już na mojego bloga..? Jestem rozczarowana. Tak mało osób go odwiedza. :[ Jeśli moglibyście, wchodźcie na niego codziennie i zapraszajcie do tego samego znajomych. Jeśli  lubicie mojego bloga- zapraszam do tego. Dziękuję.

piątek, 20 września 2013

Rozdział XI

Otworzyłam oczy i przypomniałam sobie wczorajszą noc.Dotknęłam swoich ust. Były lekko nabrzmiałe od wczorajszych pocałunków. Przewróciłam się na drugi bok i spojrzałam na Sebastiana. Wyglądał strasznie słodko kiedy spał. Zmierzwione włosy koloru płynnego złota lekko opadały mu na oczy. Miał lekko otwarte usta. Oddychał równomiernie. Najdelikatniej jak umiałam wyśliznęłam się z jego objęć. Wzięłam z szafy bieliznę, białą koronkową sukienkę i czarny sweterek. Weszłam do łazienki, wzięłam gorący prysznic, wysuszyłam się i ubrałam. Zrobiłam sobie lekki makijaż. Rozpuściłam włosy, wyciągnęłam kamień księżycowy spod sukienki i założyłam kolczyki- srebrne kółeczka z niebieskimi oczkami.  Wyszłam na paluszkach z pokoju żeby nie obudzić śpiącego na moim łóżku chłopaka.Skierowałam się w stronę jadalni na śniadanie. Moja paczka już siedziała przy naszym stoliku. Wzięłam sobie musli z jogurtem truskawkowym i usiadłam razem z nimi.
-Cześć- przywitałam się.
-Heeej- powiedzieli wszyscy na raz. Zaczęliśmy się śmiać.
-Gdzie Sebastian .?-spytała Carmen.
-Śpi.
-Skąd wiesz..?-dociekał Simon
-Eeee......ja..ee..- nie wiedziałam co odpowiedzieć.
-Jesteście razem..?-spytała Lexi wybawiając mnie z opresji.
-Tak.- odparłam bez wahania.
To co się między nami wczoraj stało temu dowodziło.Taka odpowiedź najwyraźniej zadowoliła Simon bo przestał dalej pytać.Zjadłam śniadanie i z powrotem poszłam do siebie.
-Już nie śpisz.?- spytałam Sebastiana, widząc że jest już ubrany.
-Niedawno się obudziłem i Ciebie przy mnie nie było.-powiedział z miną skrzywdzonego szczeniaka.
-Byłam na śniadaniu. Ale mogę wynagrodzić swoją krótką nieobecność-powiedziałam i podeszłam do niego.
-Poproszę.
Przysunęłam się do swojego chłopaka. Bardzo blisko. Stanęłam na palcach. Pocałowałam go. Najpierw delikatnie, słodko. Później coraz mocniej, namiętniej. Poczułam się jak w niebie. Sebastian usiadł na podłodze i pociągnął mnie za sobą. Wplótł palce w moje gęste włosy a ja zaczęłam rozpinać jego niebieską koszulę. Rozpinałam już przedostatni guzik, gdy chłopak przerwał pocałunki.
-Później dokończymy. Obiecuję. -powiedział i wstał.
Pomógł mi wstać.Uśmiechnął się łobuzersko, tak jak najbardziej lubiłam i powiedział.:
-Najpierw chciałbym Cię gdzieś zabrać.
Wyszliśmy ze szkoły i skierowaliśmy się w  stronę przystanku autobusowego.
-Gdzie jedziemy.?-spytałam gdy usiedliśmy w autobusie.
-Niespodzianka. -powiedział.
Jechaliśmy dwadzieścia pięć minut. Wysiedliśmy w dzielnicy której nie znałam.
Sebastian poprowadził mnie w stronę małych domków jednorodzinnych. Bardzo ciekawiło mnie to dokąd zmierzamy. Później szliśmy w stronę dużego lasu. Wyglądał groźnie i zarazem pięknie. Weszliśmy na małą polankę, na której zobaczyłam rozłożony koc piknikowy i drewniany koszyk. Byłam nieźle zdziwiona.
-Ale..ale co to ..?-spytałam nie wiedząc jak zadać pytanie.
-Oto nasza pierwsza randka, kochanie
Usiedliśmy na pośrodku ślicznej polanki. Rosła na niej lawenda. Sebastian zaczął karmić mnie winogronem. Później leżeliśmy na plecach blisko siebie i spoglądaliśmy w niebo. Nagle mój chłopak usiadł i lekko spoważniał. Wyciągnął coś z kieszeni.
-Eris, wiem że znamy się zaledwie kilka dni, ale ja czuję się jakbym znał Cię całe życie.Kocham Cię.-powiedział po czym wcisnął  mi do ręki piękną złotą bransoletkę z małą zawieszką. Przyjrzałam się jej uważniej. Był to mały anioł ze złożonymi skrzydłami i pochyloną głową. Był prześliczny.!!
-Jest piękny.!! -krzyknęłam i mocno uściskałam Sebastiana.
-Ja też Cię kocham -powiedziałam wtulona w niego.
Wróciliśmy do Akademii na kolację. Sebastian znowu został u mnie na noc, tylko że tym razem dokończyliśmy do co zaczęliśmy rano.

wtorek, 17 września 2013

Rozdział X

Obudziłam się pełna energii. Pościeliłam łóżko, wzięłam z szafy dżinsowe rurki, czarną podkoszulkę z dużym czerwonym sercem na piersi i dżinsową  kamizelkę na 3/4 rękawka. Poszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic, rozczesałam włosy pozostawiając je rozpuszczone. Wyszłam na korytarz z torbą przewieszoną przez ramię. Nieźle się zdziwiłam widząc że Sebastian czeka na mnie oparty niedbale o ścianę. Posłał mi swój olśniewający uśmiech.
-Hej-powiedziałam uśmiechając się trochę niepewnie.
-Czeeść- powiedział przeciągle i moim zdaniem bardzo seksownie.
Podeszłam do niego a on pocałował mnie w policzek i wziął za ręce. Nie protestowałam. Zaczęło mi się to podobać.
-Jakie plany na dziś.?- spytał patrząc mi w oczy.
-Hmm...Śniadanie, lekcje, lunch, lekcje, kolacja odrabianie lekcji..-odpowiedziałam lekko speszona odwracając wzrok.
-A mógłbym je odrobić razem z Tobą..?
-Jasne- odpowiedziałam po chwili namysłu.
Gdy weszliśmy do stołówki większość rozmów ucichła. Wszyscy patrzyli na naszą dwójkę i nasze złączone ręce. Wiem może to dziwnie wyglądało ale mnie to nie obchodziło.
-Cześć-powiedziałam
-Heej- przywitała się moja paczka.Lexi, Jace, Michael, Simon, Carmen i Jack. Cała szóstka jakoś tak się dziwnie uśmiechała.
Pół dnia minęło mi tak jak opisałam Sebastianowi. Gdy wychodziliśmy z kolacji, Sebastian znowu złapał mnie za rękę.
-To co, oferta nadal obowiązuje.? -spytał z łobuzerskim uśmiechem.
-Tak.-powiedziałam przypominając sobie że dziś mieliśmy się razem uczyć.
Weszliśmy do mojego pokoju, zaświeciłam światło i spytałam:
-Więc od czego zaczynamy.?
-Hm..Może Historia..?
-Ok.
Uczyliśmy się godzinę. Po nauce, Sebastian czekał na mnie gdy brałam  prysznic. Założyłam swoją najsłodszą piżamę i wyszłam z łazienki. Chłopak patrzył na mnie pożądliwym wzrokiem. Poczułam że się rumienię. Położyłam się na łóżku. Sebastian godnym wampira ruchem znalazł się przy mnie.
-Mógłbym zostać na noc.?-spytał z miną szczeniaka.
-Proooszęęę- powiedział i nim zdążyłam coś zrobić zaczął mnie całować.
W głowie zaczęło mi się przyjemnie kręcić a moje serce wybuchnęło gorącym pożądaniem.
-Tak-wyszeptałam mając usta blisko jego warg.
Zaczęliśmy się namiętnie całować. Straciłam rachubę czasu. Zmęczona, położyłam głowę na jego piersi. Słuchając rytmicznego bicia serca zasnęłam w niego wtulona.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Przepraszam, że rozdziały są w takich dużych odległościach czasu ale wiecie szkoła, nauka mniej czasu. Ale postaram się żeby rozdziały były dość często. Dziękuję i zapraszam do czytania mojego bloga. :) Jesteście kochanymi czytelnikami.:**
Autorka.:)

środa, 11 września 2013

Od autorkii.:**

Heejka.;) Zastanawialiście się jak wygląda nowy bohater w życiu Eris.? Otóż jest to seksowny, czarujący i zabawny Sebastian. Wywróci on życie Eris do góry nogami. Ale to nie wszystko, oprócz przystojnego Sebastiana pojawią się także złe moce, chcące skrzywdzić Eris i jej bliskich.
Czytajcie mego bloga a dowiecie się więcej.:)


                                                        Sebastian.Nowa miłość naszej Eris.

IX

Wstałam, wykonałam poranną toaletę, przebrałam się w niebieskie rurki, białą bluzkę z czerwonym serduszkiem i niebieską marynarkę. Zeszłam na śniadanie. Usiadłam z moją paczką i zaczęłam pałaszować kanapkę z serem i szynką. Mniam,mniam. Pierwszą lekcją była wampirologia.Usiadłam w ławce z Lexi, w momencie gdy do klasy wszedł nauczyciel. Wszyscy ucichli czekając na rozpoczęcie lekcji.
-Kochani, chciałbym przedstawić Wam nowego ucznia.Nazywa się Sebastian Night. -cała klasa wymieniła zdziwione spojrzenia, ponieważ nikt nie słyszał że dołączy do nas ktoś nowy.
-Ciekawe kto to.-szepnęła mi na ucho Lexi, w momencie gdy drzwi klasy się otworzyły.
Do środka wszedł najprzystojniejszy chłopak na świecie.! Chłopak z mojego snu.
Każda dziewczyna patrzyła na niego z zachwytem, a chłopcy z zazdrością. Wszyscy, oprócz mnie.
-Lexi, proszę przesiądź się do Carmen, a Ty Sebastianie usiądź z Eris.
-No ładnie-pomyślałam.
Lexi wzruszyła  ramionami  i przesiadła się do Carmen. Sebastian usiadł koło mnie.
-Część-szepnął gdy nauczyciel w końcu zaczął lekcję.
-Hej- odburknęłam i zaczęłam rysować czaszki z piszczelami koło serduszek na ostatniej stronie zeszytu.
Na moje nieszczęście nauczyciel właśnie przechodził koło naszej ławki i zauważył moje malunki.
-Ciekawe rysunki Eris. Ale to nie jest sztuka więc jeśli byś mogła zajmij się pisaniem tematu i notatki z tablicy.-powiedział.
Poczułam jak na policzki wypływa mi rumieniec.
-Dobrze- mruknęłam.
Cała klasa gapiła się na mnie i szeptała śmiejąc się cicho.
Sebastian próbował zajrzeć mi do zeszytu ale ja byłam szybsza i schowałam  zeszyt do torby.
-Nie ma zaglądania do moich rzeczy prywatnych.-szepnęłam do mojego nowego kolegi.
Nic nie odpowiedział tylko posłał mi łobuzerski uśmiech.
Po kolacji, wykąpałam się i już miałam kłaść się do łóżka gdy nagle ktoś zapukał do moich drzwi. Byłam zdziwiona bo nie miałam pojęcia kto to może być, ponieważ moja paczka wybrała się na potrójną randkę.
-Proszę.!- powiedziałam rozczesując mokre włosy. Pomyślcie sobie jakie było moje zdziwienia gdy w drzwiach stanął Sebastian.
-Hej.Nie przeszkadzam.?-spytał.
-Nie, wejdź.
Zamknął drzwi i stanął na środku pokoju rozglądając się po nim. Poklepałam miejsce na łóżku koło siebie. Usiadł biorąc w ręce mój szkicownik.
-Ładnie rysujesz. -powiedział spoglądając na rysunek Lilii wodnej.
-Dzięki.
Zaczął oglądać kolejne rysunki i na ostatnim się zatrzymał.
-Czy to jestem ja.?-spytał.
Zapomniałam że dwie noce temu narysowałam chłopaka z moich snów. Znowu pokryłam się rumieńcem.
-Nie.-powiedziałam próbując zabrać szkicownik.
Nie chciał mi go oddać. Wstał i wyciągnął wysoko ręce, ponad moją głowę. Próbowałam skoczyć, ale się potknęłam i wylądowałam razem z Sebastianem na podłodze. Nasze usta dzieliły zaledwie centymetry. Jego usta były takie doskonałe. On cały był doskonały. Nie mogłam się powstrzymać iii...go pocałowałam. Moje serce przeżyło mini eksplozję. Czułam na języku i wargach małe napięcia prądu. Nie bolało, wręcz przeciwnie.Było to cudowne uczucie. Każde z nas oddawało pocałunek. Było nieziemsko. W końcu odsunęliśmy się od siebie.
-Przepraszam- powiedzieliśmy w tym samym momencie. Wybuchnęliśmy śmiechem.
-Muszę już iść-powiedział Sebastian.
Odprowadziłam go pod drzwi.
-Tooo.. Do zobaczenia-powiedziałam.
-Dobranoc.
Najpierw dał mi buziaka w usta, później pocałował mnie w czoło.
-Pa.-zamknęłam drzwi i bardziej szczęśliwa niż kilka dni temu poszłam do łóżka.Położyłam się i zaczęłam oglądać mój wisiorek. Był ciepły i miły w dotyku.
-Dziękuję-szepnęłam sama nie wiem do kogo i zasnęłam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~<3~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 Hej, tu ja autorka.:) Mam nadzieję że post się podoba ponieważ bardzo się nad nim męczyłam.:) Zapraszam do czytania moich postów. Myślę że są w miarę Ok. :p  Miłego czytania.:*

wtorek, 3 września 2013

Od autorki:*

Wiem że długo nie pisałam, ale postaram się to nadrobić.:) Na razie chciałam Wam przedstawić kilka nowych osóbek:
                                 
                                                        Carmen


                                                             Michael
                                                   
                                                                  Simon
       
                                                                        Jack


                                                                   

Rozdział VIII

Obudziłam się o 6:45. Pościeliłam łóżko, wykonałam poranną toaletę i wróciłam do pokoju. Podeszłam do szafy  i wyciągnęłam z niej brązowe legginsy,  białą bluzkę ze słodką małpką i szaro- brązowo- żółtą bluzę z kapturem. Ubrałam się i założyłam moje fluorescencyjne trampki w kolorze żółtym. Wzięłam moją torbę i zeszłam na śniadanie. Dziś był szwedzki stół więc nabrałam na talerz dwie bułki, kostkę masła i ser ze szczypiorkiem. Mniamm..Usiadłam przy stoliku z moją paczką. Lexi, Jace, Jack i doszły jeszcze trzy osoby: Carmen słodka brunetka, Michael przystojny blondyn i Simon. Mądry,zabawny i przesłodki. Niestety, nie mam szczęścia. Michael zaczął chodzić z Carmen, i okazało się że Jack i Simon to geje i też są ze sobą. Każdy z naszej paczki miał dziewczynę lub chłopaka ale nie ja. Lecz mi to nie przeszkadzało. Uwielbiałam spędzać czas z przyjaciółmi. Dziś mieliśmy tylko jedną lekcję Trening.(bronienie się przed strzygami ) Resztę dnia mieliśmy wolną, ponieważ najstarsza klasa zdawała dziś Egzamin. Jest to sprawdzenie naszych umiejętności, przed wysłaniem nas do walki z tymi potworami. Były trzy konkurencje, za każdym rokiem były inne. Lecz młodsze klasy nie mogły tego oglądać, szkoda.  Resztę dnia każdy miał zajęty. Jace zabiera Lexi do kina, Carmen i Michael idą na randkę, Simon i Jack zostają w szkole i też mają randkę. Ja postanowiłam pojechać do miasta.
Po półgodzinnej jeździe autobusem byłam na miejscu. Postanowiłam trochę pozwiedzać. Pierw poszłam do Biblioteki Publicznej, ale nic mnie tam nie zainteresowało.Później odwiedziłam małą kawiarenkę. Zamówiłam sobie kawę i ciasteczko miodowe. Gdy skończyłam wyszłam  na zewnątrz. Poszłam małą, opustoszałą uliczką. Nagle zrobiło się zimniej i trochę ciemniej chociaż była dopiero 16:25.Weszłam w jeszcze jedną małą uliczkę, tylko że tym razem na jej końcy był mały sklepik. Nazwa wydała mi się trochę dziwna. "Quod tibi necessarium est" -Dobrze że znam łacinę- pomyślałam.
Gdy otwierałam drzwi zabrzęczał mały dzwoneczek. 
-Dzień dobry- przywitałam się.
Starsza kobieta za ladą nie odpowiedziała, tylko dziwnie na mnie patrzyła. Wyglądała na Cygankę. długa spódnica, bluzka, szal na ramionach, chusta na włosach i dużo złota. Chodziłam między półkami oglądając różne magiczne rzeczy. Moją uwagę przykłuła mała fiolka z etykietką Lawenda. Wzięłam ją z zamiarem zakupu. 
-Ile płacę.?-powiedziałam do kobiety za ladą.
Ta nic tylko wyciągnęła z zza lady małe zawiniątko i wcisnęła mi je do rąk. Ja oniemiała nie wiedziałam co robić.
-To Pietra di luna. Będzie Cię chronić i doda Ci mocy. A teraz idź dziecko i uważaj na siebie. Otworzyła mi drzwi.
-Dz..Dziękuję- wydukałam i wyszłam.
Gdy szłam w drogę powrotną cały czas oglądałam się za siebie. Schowałam fiolkę i zawiniątko do kieszeni.
Jadąc autobusem patrzyłam przez okno na mijane rzeczy, osoby, domy. Ci ludzie nie wiedzą co to wampir, strzyga lub magia. Czasem im zazdroszczę.
Poszłam na kolację trochę nieobecna. Po skończeniu jedzenia szybko wyszłam z jadalni. Wykąpałam się, odrobiłam lekcje i wkońcu wyciągnęłam prezenty od  Cyganki. Położyłam się na łóżku i zaczęłam odwijać  papier z zawiniątka.Był to prześliczny naszyjnik z Kamieniem księżycowym. Założyłam go na szyję i poczułam moc płynącą od niego. Zdążyłam tylko położyć głowę na poduszce i odpłynęłam w krainę Morfeusza.
                                                          Oto naszyjnik Eris:

środa, 28 sierpnia 2013

Rozdział VII

Obudziłam się o 7:05. Nic. Żadnego snu. Zaczęłam się nawet do nich przyzwyczajać.
Wzięłam niebieską bluzkę, na krótki rękawek,  czarne rybaczki, biały sweterek i czarne baleriny i poszłam do łazienki. Tą miałam tylko dla siebie. Jak w małym mieszkaniu z tylko jednym pokojem i ubikacjom.Weszłam do kabiny i wzięłam szybki prysznic. Po wysuszeniu się, ubrałam ciuchy i wyszłam z łazienki.Spakowałam moją torbę i ruszyłam na śniadanie. Lexi już tam była razem z Jace'm i jakimś  chłopakiem. Kojarzyłam go z zajęć.
-Cześć.-przywitałam się i usiadłam na ostatnim wolnym krześle przy stoliku.
-Hej- odpowiedziała mi cała trójka
-Hm...Eris, to nasz nowy kolega Jack .
-Cześć- powiedziałam w tym samym momencie co Jack. Zaczęliśmy się śmiać, po chwili dołączyli do nas Lexi i Jace.
Zaczęłam jeść moje łatki czekoladowe z mlekiem, gdy nagle ktoś dotknął mojego ramienia.  Lexi zrobiła mocno zdziwioną minę.Obejrzałam się. Za mną stał nie kto inny jak Eric.
-Co chcesz.?-warknęłam na niego niezbyt przyjaźnie.
-Możemy pogadać.?-spytał.
-Nie mamy o czym rozmawiać.
- Daj mi  pięć minut.
-Lexi, jeśli nie wrócę za pięć minut dzwoń po gliny.- powiedziałam do mojej przyjaciółki.
-Spoko.- powiedziała.
Wzięłam swoją torbę i wyszłam za Ericiem ze stołówki.
 -Mów- rzuciłam i oparłam się o ścianę.
-Nie moglibyśmy wrócić do siebie..?
-Nie. Pierw całowałeś się z jakąś blondi, a później dowiaduję się że wylądowałeś z nią w łóżku.!
-Ale, Eris ....
-Czy to prawda.? Czy uprawialiście seks.?!!?- zorientowałam się że prawię krzyczę, więc postanowiłam wziąść się w garść.
-Tak, ale dla mnie to nic nie znaczyło.
-Nic.?!  Ja chyba też nic dla ciebie nie znaczyłam.! Pierw mówisz że mnie kochasz, że będziemy razem szczęśliwi, a później mnie zdradzasz.???!!.
-Eris, nie...
-Co Eris nie..? Nie zdradziłeś mnie, to nic dla ciebie nie znaczyło.?! Nie obchodzi mnie to.! Trzeba było pomyśleć zanim to zrobiłeś.!!
-Eris,.. wybaczysz mi..?-spytał z miną  szczeniaka.Kiedyś by na mnie to podziałało, ale nie teraz.
-Nie, nie wybaczę ci. Nigdy więcej nie będziemy razem, nie chcę już więcej z tobą rozmawiać. Nawet nie chcę cię widzieć.!-Powiedziałam podniesionym głosem i dałam mu w twarz.
Właśnie zaczynały się zajęcia, więc skierowałam się w stronę szklarni. -Dobrze że pierwszą lekcją jest Ogrodnictwo, przynajmniej się rozluźnię.- pomyślałam idąc przez wąską ścieżkę.
Po zajęciach i kolacji, poszłam do swojego pokoju. Nie mogłam porozmawiać z Lexi, ponieważ miała dziś randkę z Jacem. Nie chciałam im przeszkadzać.
Wzięłam prysznic, przebrałam się w piżamy, odrobiłam lekcje i poszłam spać.

piątek, 23 sierpnia 2013

Rozdział VI

Jest noc. Spoglądam przez okno i nagle widzę sowę na parapecie. Jest śnieżnobiała ze skrzydłami koloru czystego złota.Otworzyłam okno i zaczęłam przez nie wychodzić. To że mieszkam na parterze ułatwiło mi sprawę.Gdy stopami dotknęłam ziemi, sowa wzniosła się do lotu i zaczęła powoli lecieć w stronę lasu za domem.Zaczęłam za nią biec.Byłam w samych spodenkach i bokserce, na bosaka ale wcale nie czułam zimna.Dotarłam na małą polankę.Była śliczna.Nagle znalazł się przy mnie jakiś chłopak, wyglądał na co najmniej 18 lat. Normalnie marzenie.! Krótkie włosy koloru złota, piękne duże niebieskie oczy, wąskie usta, ciało jak u modela. 
-Kim jesteś.? Czego ode mnie chcesz.?-spytałam. Wyczuwałam jego emocje. Smutek, zachwyt, pożądanie.Miłość..?  Czytałam w nim jak w otwartej księdze.. 
-Nie bój się mnie Eris. Niedługo się spotkamy. -powiedział głosem miękkim jak jedwab i nim zdążyłam zaprotestować pocałował mnie.
 Obudziłam się i spojrzałam na zegarek w telefonie. 2:05. Od kilku dni śni mi się ten sam sen. Jednak tej nocy się zmienił. Wcześniej nie było tego chłopaka.  No nic.
Nie mogłam zasnąć więc wzięłam prysznic, umyłam włosy i nałożyłam odżywki. Potem pościeliłam łóżko, posprzątałam cały pokój i sprawdziłam zadania domowe. Wszystkie prace były dobrze odrobione a pokój czysty. Nie chciałam budzić Lexi, więc zaczęłam trenować różne techniki walki. Gdy skończyłam trenować, zobaczyłam na zegarze powieszonym na ścianie że jest 7:10. Za dwadzieścia minut śniadanie.
-Muszę obudzić tego śpiocha-pomyślałam.
Nachyliłam się nad jej łóżkiem. Cały czas powtarzała imię Jace'a. Uśmiechnęłam się pod nosem i  powiedziałam do niej zrzucając z jej łóżka kołdrę.: "Wstawaj śpiochuuu.!!!!"
-Co..Co się dzieje..?-spytała przecierając oczy.
-Ubieraj się po spóźnisz się na śniadanie.
-Aha..Ok..Dzięki za "miłą" pobudkę- powiedziała i rzuciła we mnie poduszką.
Złapałam jaśka w locie i oddałam rzut. Trafiłam ją w nos. Zaczęłyśmy się śmiać po czym blondynka poszła do łazienki się przebrać. W między czasie  złożyłam jej łóżko i spakowałam jej plecak.
Po piętnastu minutach obie wyszłyśmy z pokoju. Przy czteroosobowym stoliku czekali na nas Jace, Eric i jakaś dziewczyna. Gdy podeszłyśmy bliżej, zobaczyłam że Eric się z nią obściskuje.  Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Nie miałam ochoty na nic.  Gdy Eric mnie zobaczył zaczął mówić do mnie że to nie tak, że to był tylko taki zakład. Nie uwierzyłam. Zaczęłam szybkim krokiem iść do wyjścia. Lexi zaczęła za mną biec, ale posłałam jej spojrzenie mówiące : "Nie". Zrozumiała.  Przy wyjściu gdy się odwróciłam zobaczyłam jeszcze jak moja przyjaciółka  daje w twarz mojemu już byłemu chłopakowi i odchodzi do innego stolika, a Jace razem z nią.Do końca śniadania siedziałam w łazience i płakałam. Gdy zadzwonił dzwonek na lekcję, powiedziałam sobie dość. Już więcej nie będę płakać przez tego dupka.! Otarłam łzy i wyszłam z kabiny. Spojrzałam w lusterko. Nie było widać że płakałam, na szczęście.Otworzyłam drzwi i wyszłam z łazienki.
 Pierwszą lekcję miałam bronienie się przed strzygami i ich zabijanie. Lekcja minęła mi szybko. Poźniej zajęcia z jazdy konnej. Następna lekcja szybko minęła. Ogrodnictwo. Tą lekcję lubiałam najbardziej. Dziś dostaliśmy po cebulce kwiatów, i mieliśmy znaleźć dla nich dobrą glebę. Mogliśmy chodzić po całym terenie Akademii. Ja jako jedyna wybrałam  las.Wzięłam trochę ziemi do doniczki i zasadziłam roślinkę.Gdy dotarłam do szklarnii, zobaczyłam że już wszyscy oddali swoje doniczki i teraz leżą na trawie albo chodzą po ogrodzie. Oddałam swoją doniczkę nauczycielce, pani Lauren Deutrom. Była to moja ulubiona nauczycielka.
-Ciekawa odmiana....Gdzie ją znalazłaś.?-spytała.
-W lesie.
-W lesie.??? A co Cię tam zaciągnęło.?
-Nie wiem..tak jakoś.-odpowiedziałam.
Okazało się że wybrałam najlepszą glebę. Byłam najlepszą uczennicą w klasie.
Na wampirologii, Eic próbował ze mną rozmawiać ale wogóle nie zwracałam na niego uwagi. Niech ma za swoje.! Po wampirologii była historia wampirów. Dziś omawialiśmy największą wojownieczkę wampirów: Rose. Zabiła ona najwięcej strzyg w historii wampirów. Zafascynowała mnie.
Ostatnią lekcją było panowanie nad żywiołami.Każdy miał władzę nad którymś z żywiołów.: Powietrzem, Wodą,Ogniem lub Ziemią. Ja nie mogłam znlaeźć swojego żywiołu. W końcu nauczycielka tego przedmiotu, pani Winber's kazała mi zostać po lekcjach.
-Eris, chciałabym żebyś spróbowała pewnego innego żywiołu.
-Ale, proszę pani są tylko cztery żywioły.
-Ten piąty jest dawno zapomniany. Jest to Duch.
Pani Winber's kazała mi uleczyć chore skrzydło małego,niebieskiego ptaszka. Udało się.! Teraz mały fruwa po całej klasie.Pokazała mi także że jednak mogę kontrolować żywioły.Wszystkie na raz.! Takie coś nie zdażyło się od czasu Rose.!
Gdy weszłam do pokoju, zobaczyłam że Lexi pakuje moje i swoje rzeczy do kartonowych pudeł.
-Co się dzieje.? Wyjeżdżamy.?-spytałam mocno zdziwiona.
-Mniej więcej.Przeprowadzamy się innych pokoji. W tej opuszczonej wieży są dwa wolne pokoje. Poprosiłam dyrkę i Da-Taaam.!-powiedziała i pokazała mi dwa klusze.
-Masz-rzuciłam mi jeden z nich. Przy"przeprowadzce" pomagał nam Jace. Po godzinie byłam już w swoim nowym pokoju.Był piękny.!! Niebiesko-fiołkowe ściany, brązowe meble:szafa,komoda,łóżko,biurko duże okno.Wykąpałam się i poszłam spać.



środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział V

Przez dwa miesiące mój każdy dzień wyglądał tak samo. Wstawałam, brałam prysznic ubierałam się , ścieliłam łóżko i razem z Lexi schodziłyśmy na śniadanie. Później były lekcje. Historia wampirów, Wampirologia, Zajęcia z jazdy konnej i ogrodnictwo, panowanie nad żywiołami, a także bronienie się przed strzygami-
Strzygi - nie przebywają w szkole, są wyrzutkami. Najbardziej przypominają "tradycyjne" wampiry, są bardzo silne i szybkie, żywią się krwią, szczególnie upodobały sobie krew morojów i dampirów. Strzygą można jedynie się stać, zmieniają się w nie wampiry i dampiry, które wyssały z ofiary całą krew powodując jej śmierć lub poprzez wypicie krwi strzygi. Podczas przemiany zyskują nieśmiertelność, ale za cenę magii. Zabić je można na trzy sposoby: srebrnym kołkiem przepełnionym magią 4 żywiołów wbitym w serce, poprzez ścięcie głowy lub spalenie, boją się światła.Bardzo lubiłam te zajęcia. Uczyliśmy jak się bronić a także zabijać strzygi. Po lekcjach był obiad, poźniej czas spędzałam z Lexi, Jacem i Ericem na odrabianiu lekcji. Po kolacji zawsze robiliśmy coś we czwórkę.   Po tym zawsze dzwoniłam do mamy. Tak minęły mi dwa miesiące szkoły...

środa, 14 sierpnia 2013

od autorki:]

Kochani, chciałam Wam przedstwić Erica, Jace i Akademię Wampirów

                                                                Jace

                                                   

                                                                                Eric                                                            



                                                                         Akademia




                                                   


Rozdział IV

Dzisiaj razem z Lexi wyjeżdżamy do Akademii.Będę bardzo tęsknić za mamą i moim miastem, słonecznym Papilio. Teraz moim domem ma być chłodna Anglia.
O 8:30 miałyśmy pociąg. Na peronie pożegnałyśmy się z naszymi rodzicami i wsiadłyśmy do pociągu. Jechaliśmy 7 godzin. Gdy wysiadłyśmy czekał na nas powóz.Tak, powóz. Prawdziwy z prawdziwymi końmi. A myślałam że w XXI wieku już takich nie ma. No cóż..
Powozem do Akademii dotarłyśmy w godzinę. Na głównym dziedzińcu przywitała nas dość pulchna, dyrektorka pani Green.
Zwiedziłyśmy całą szkołę i dowiedziałyśmy się że mamy wspólny pokój. Naszymi opiekunami okazali się Eric Hale i Jace Luton. Chłopcy których poznałyśmy tamtej nocy w Muzie.
Poszłyśmy do naszego pokoju i zaczęłyśmy się rozpakowywać gdy nagle ktoś zapukał do drzwi.
W drzwiach stali Eric i Jace.
-Hej-przywitali się obaj
-Cześć-odpowiedziałyśmy
-Idziesz się ze mną przejść..?-spytał Eric.
-Hm... Mogę iść.
Wyszliśmy z pokoju i skierowaliśmy się w stronę ogrodu za szkołą. Padał lekki deszczyk więc nikogo nie było.Usiedliśmy na ławeczce pod małą altanką.Rozmawialiśmy o wszystkim i  o niczym. Dowiedziałam się że ma 19 lat i pochodzi tak samo jak ja i moja przyjaciółka ze słonecznych Włoch. Siedzieliśmy jeszcze tak z godzinkę gdy nagle Eric zaczął mnie całować. Podobało mi się to więc oddawałam pocałunki.
-Zostaniesz moją dziewczyną..?-spytał słodkim głosem
-Ale..my ledwo się znamy..-zaczęłam
-Ja się czuję jakbym znał Cię całe życie.-powiedział i zaczął mnie znowu całować.
Pocałunki były długie i namiętne.
Myślałam nad tym co mu odpowiedzieć gdy nagle usłyszałam własny głos.:Tak.
Eric zadowolony, wziął mnie na swoje kolana i mocno przytulił.
-Zobaczysz, razem będzie na dobrze-wyszeptał mi do ucha
Eric odprowadził mnie do pokoju i poszedł do swojego. Nie miał daleko bo było to naprzeciwko.
W pokoju zastałam szczęśliwą i zaróżowioną Lexi.
-Chodzę z Jacem-powiedziała
-Jestem z Ericem- powiedziałam w tym samym czasie co ona
Zaczęłyśmy się śmiać.
Usiadłam na łóżku przyjaciółki. Rozmawiałyśmy o naszych nowych chłopakach, o szkole jak na się tu podoba i o wrażeniach dzisiejszego dnia.
Najpierw wykąpała się Lexi później ja.-Jednak jedna łazienka w pokoju to nie aż tak źle- pomyślałam.
Gdy wyszłam z łazienki, zobaczyłam że moja przyjaciółka już śpi.Zgasiłam światło i sama oddałam się w objęcia Morfeusza
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Tu autorka.:) Mam nadzieję że mój blog się Wam spodobał.:] I miłego czytania.:)

Rozdział III

Obudziłam się z uśmiechem na twarzy. Przez całą noc śniłam tylko o Ericu.  Jednak wczorajsze spotkanie nie było najgorszą rzeczą w moim życiu.
Pościeliłam łóżko, wzięłam z szafy bieliznę, białą bokserkę i dżinsowe spodenki. Weszłam do łazienki, odłożyłam ciuchy na taboret, rozebrałam się z piżam i włożyłam je do kosza na brudną bieliznę i weszłam pod gorący strumień wody. Umyłam i spłukałam włosy, potem namydliłam się mydłem, wyszłam z wody i wysuszyłam się.i ubrałam. Wyszłam z łazienki i poszłam zrobić sobie śniadanie.
-Hej-przywitałam się z mamą.
-Hej-odpowiedziała.
-Co na śniadanie..?
-Tosty z nutellą.
-Mniam.
Wzięłam swoje śniadanie, położyłam na stole i zaczęłam jeść.
Gdy skończyłam pałaszować, włożyłam talerz do zmywarki.
-Dziś też idziecie na imprezę..?-spytała mama
-Jeszcze ni..
Nawet nie zdążyłam dokończyć zdania gdy zadzwonił mój telefon.
-Lexi - powiedziałyśmy obie z mamą po czym wybuchnęłyśmy śmiechem.
Gdy spojrzałam na wyświetlacz pojawiło się zdjęcie blondynki, komunikujące że to właśnie ona do mnie dzwoni.
-Heej - powiedziała moja najlepsza przyjaciółka.
-Cześć.
-Co robisz.? Idziemy dziś na imprezę..?
-Skończyłam jeść śniadanie. Możemy iść.-powiedziałam.
-Ok. Wpadnę po ciebie o 18.
-Ok.Pa
-Pa.
Pożegnałyśmy się. Czekając na Lexi przymierzałam moje najlepsze sukienki. W końcu wybrałam błękitną przed kolanko z wyhaftowanymi  czarnymi różami na dekolcie. Do tego dobrałam czarne baleriny z niebieskimi kokardami i niebieskie kolczyki róże.
Gdy przyszła blondynka, byłam już gotowa.
Pojechałyśmy do Klubu Angel.
Przez całą imprezę razem z Lexi wypatrywałyśmy Erica j Jace'a ale nigdzie ich nie było.
Po północy wróciłyśmy do swoich domów.
Następne dni minęły  mi trochę monotonnie. Budziłam się o 10, jadłam śniadanie potem szykowałam się na imprezę z Lexi. Tak minął mi tydzień.

piątek, 9 sierpnia 2013

Od autorki

Kochani, jeśli podoba Wam się mój blog, proszę odwiedzajcie go często ponieważ będę dodawać nowe posty w przeciągu dnia, dwóch, może trzech i pokazujcie, lub przesyłajcie linki z moim blogiem do  znajomych.          


                                                                                                           Dziękuję, Autorka.:)

czwartek, 8 sierpnia 2013

Rozdział II

Obudziłam się rześka i pełna energii. Zobaczyłam na zegarek: 12:05. U mnie normalna pora do wstawania w wakacje. Wzięłam z szafki czystą bieliznę i ciuchy i weszłam do łazienki. Weszłam pod prysznic i odkręciłam wodę. Chłodna woda oblała najpierw moją twarz i włosy a potem resztę ciała. Wytarłam się ręcznikiem i wysuszyłam włosy.Ubrałam ciuchy, zaczesałam włosy w wysokiego kucyka i zrobiłam sobie lekki makijaż. Pościeliłam łóżko, włożyłam piżamy do kosza na brudną bieliznę i zeszłam na dół.Był piątek więc mama była w pracy. Biedna mama. Harowała od 7 rano do 8 wieczorem, żeby zapewnić mi dobre wykształcenie i byt. Wyciągnęłam z szafki miskę, musli i wlałam zimne mleko. Uwielbiam takie śniadanka. Włożyłam miskę do zmywarki  i chciałam z powrotem na górę by iść do swojego pokoju gdy nagle zadzwonił telefon. O tej godzinie mogła to być tylko jedna osoba.
-Cześć Lexi- powiedziałam do słuchawki
-Hej Eris
Hm..Znam ten ton.
-Idziemy dziś na imprezę...?-spytała słodko blondynka.
-Nie wiem Lexi....Nie mam się w co ubrać..
-Pożyczę Ci.
-No dobra. To wpadaj.-powiedziałam i się rozłączyłam.
Po minucie Lexi bez pukania weszła do mojego domu. Zawsze tak robiła. Weszła do mojego pokoju i położyła się na łóżku.
-Twoja jest w niebieskiej torbie-powiedziała.
-Znowu kupiłaś nowe sukienki..?
-Hm...Tak. Możesz sukienkę zatrzymać.Na mnie i tak nie wejdzie.
-Dzięki-mruknęłam i wyciągnęłam "darowiznę"
Sukienka była śliczna. Założyłam ją a Lexi stwierdziła że jest stworzona dla mnie. Sama też wyglądała pięknie.       To moja sukienka :
                                                                            Sukienka Lexi:
                                                                                                                    
                                          
Oglądałyśmy filmy do póki mama nie przyszła. Gdy usłyszałyśmy trzask zamykanych drzwi wzięłyśmy torebki i w pełni gotowe wyszłyśmy z pokoju.
-Hej mamuś. Idziemy na imprezę.
-Cześć. Gdzie tym razem.?
-Do Muzy- odpowiedziała Lexi.
-Dobrze. Bawcie się dobrze.
-Dzięki-odpowiedziałyśmy zgodnie i wyszłyśmy z domu.
Wcześniej zamówiłyśmy taksówkę, która teraz na nas czekała.Wsiadłyśmy i powiedziałam że jedziemy do Klubu Muza. Jechaliśmy pół godziny. Wysiadłyśmy z samochodu na odchodnym mówiąc kierowcy  żeby przyjechał po nas o północy. Weszłyśmy do środka i skierowałyśmy się w stronę baru. Zamówiłyśmy drinki i po minucie już je piłyśmy.Poszłyśmy na parkiet i zaczęłyśmy tańczyć.Po pół godzinie przyłączyli się do mnie i Lexi dwaj przystojni bruneci. Ja tańczyłam z Maksem a Lexi z Willem. Chłopcy wydawali się mili. Po dwóch godzinach Will zaproponował żebyśmy wyszli się przejść.Przy wyjściu, czując na sobie czyjś wzrok odwróciłam się i zobaczyłam przyglądającemu mi się wysokiemu, baardzo przystojnemu blondynowi o przenikliwych niebieskich oczach.Wyszliśmy w dość chłodną noc.Ruszyliśmy w stronę pobliskiego parku. Usiedliśmy na ławkach. Ja z Willem a Lexi z Maksem. Will zaczął mnie całować a Maks moją przyjaciółkę. Nie protestowałam tak samo jak ona, ponieważ było to bardzo przyjemne. Po minucie ktoś oderwał Willa ode mnie,a Maksa od Lexi. Byłyśmy zszokowane gdyż przed nami na miejscu naszych znajomych stało dwóch najbardziej przystojnych chłopaków na ziemi. Byli wampirami. Jednym z nich był ten blondyn który przyglądał mi się w klubie.Drugim był podobny do niego brunet z zielonymi oczami. Chyba byli braćmi.
-Jestem Eric a to mój brat Jace.-przedstawił ich obu blondyn.
-Zobaczymy się niedługo, w Akademii. .-powiedział Jace po czym zbliżył się do mojej przyjaciółki i zaczął ją  całować. Lexi z rozszerzonymi oczami nawet nie drgnęła. Zanim zdążyłam zareagować podszedł do mnie Eric i też zaczął mnie całować. Było to najprzyjemniejsze uczucie na świecie. Po minucie obaj zniknęli w wampirzy sposób. Razem z Lexi ruszyłyśmy zdezorientowane w stronę taksówki. Po dotarciu do domu, wykąpałam się, ubrałam w piżamę i myśląc o słodkich ustach Erica, usnęłam.