Otworzyłam oczy i szybko je zamknęłam. Słońce dostające się zza zasłon bardzo mnie raziło. Zapomniałam już jak gorące jest słońce we Włoszech. Westchnęłam głośno. Wstałam z łóżka i zaciągnęłam zasłony. Postanowiłam że dziś zrobię mały remont w moim pokoju. Wzięłam szybki prysznic, zaczesałam włosy w koński ogon i zrobiłam sobie lekki makijaż. Ubrałam się w czerwoną bokserkę i czarne spodenki. Na paluszkach weszłam do sypialni mamy. Spała. Doskonale.
Wyszłam z domu z moją kartą kredytową. Wzięłam mamy samochód i pojechałam w stronę miasta. Najpierw pojechałam do sklepu z farbami. Kupiłam farbę w kolorze lawendowym i czarnym. A do tego jeszcze plandekę na meble.Później pojechałam do sklepu, gdzie można kupić wszystko dla domu. Chodziłam po sklepie i oglądałam różne rzeczy. Wybrałam sobie białe firanki w śmieszne wzory, fioletowo-czarne zasłony i duży biały puszysty dywan.. Pojechałam do księgarni i kupiłam parę książek. Wyszłam z księgarni i wsiadłam do samochodu. Po chwili namysłu skierowałam się do centrum handlowego. Weszłam do niedużego butiku. Za ladą siedziała starsza pani. Na głowie miała biały turban. Miałam wrażenie że gdzieś już ją widziałam. Tylko nie wiem gdzie. Jej oczy były przenikliwe, ale życzliwe.
-Dzień dobry, w czym mogę pomóc.?-zapytała ów pani.
-Dzień dobry. Szukam sukienki dla mamy. -powiedziałam.
-Hmm...Tam powinnaś znaleźć coś odpowiedniego.-powiedziała starsza pani i wskazała mi jeden z kątów sklepu.Skierowałam się we wskazanym kierunku.
Pod ścianą stały duże regały z ubraniami i szafki. Po kilku minutach ją znalazłam. Była wprost idealna. Czerwona za kolana, na ramiączkach ze średnim dekoltem. Już sobie wyobrażałam w niej mamę.Wiedziałam że ta sukienka jest stworzona dla mojej mamy.! Dobrałam do tego czarne szpilki i czarną małą torebeczkę. Byłam usatysfakcjonowana. Podeszłam do kasy i zapłaciłam. Już chciałam wyjść gdy zatrzymał mnie głos starszej pani.
-Poczekaj jeszcze chwilkę kochaniutka. Mam coś dla Ciebie.-i zanim zdążyłam zaprotestować wręczyła mi duże czarne pudełko obwiązane czerwoną wstążką.
-Ale..ale ja nie mogę tego przyjąć. -wyjąkałam zaskoczona.
-Nawet nie wiesz co tam jest. I nie ma żadnego "ale". Wiem że ci się przyda. A teraz podziękuj i jedź do domu.-powiedziała i zaśmiała się serdecznie.
-Dzię...Dziękuję. -powiedziałam i wyszłam z butiku.
Całą drogę powrotną myślałam nad tym gdzie już spotkałam te oczy. Nie mogłam sobie przypomnieć. Gdy podjechałam pod dom, zapomniałam o całym zajściu. Zostawiłam wszystko w samochodzie wzięłam zatyczki do uszu z mojego pokoju i włożyłam je mamie do uszu. Do tego nastawiłam cicho, tak żeby jak się obudzi znowu zasnęła, jej ulubioną muzykę. Weszłam do mojego pokoju i poprzestawiałam wszystkie meble na środek pokoju. Później wzięłam z samochodu plandekę i farby. Zrobiłam sobie z gazety czapkę malarską.W wampirzym tempie pomalowałam dwie ściany na lawendowo a pozostałe dwie na czarno. Po wyschnięciu farby, poprzestawiałam meble i ściągnęłam z nich przykrycie ochronne. Skoczyłam do samochodu po resztę zakupów.Rozłożyłam dywan na środku pokoju. Pojechałam jeszcze do sklepu spożywczego po torbę urodzinową. Była biała, na środku namalowany był duży, wesoły brązowy miś, trzymający czerwone serduszko.Wróciłam do pokoju, zapakowałam w torbę prezent dla mamy i poszłam do kuchni. Zrobiłam naleśniki polane czekoladą i wanilią, kawę, rogaliki ze spożywczaka i sok pomarańczowy. Trzymając w jednej ręce torbę z prezentem w drugiej tacę z jedzeniem, weszłam do sypialni mamy. Położyłam prezent obok niej na łóżku. Wyciągnęłam jej zatyczki z uszu i lekko nią potrząsnęłam żeby się obudziła.
-Która godzina.?-spytała lekko zdezorientowana.
-14:25.-odpowiedziałam.
-Aż tak dłuugo spałam.?
-Mhm.. tak. Ale dziś Twój wielki dzień. Więc nie masz prawa wcześniej wstawać.-odpowiedziałam z chytrym uśmieszkiem.
-Pamiętałaś.-powiedziała rozczulona mama.
-Oczywiście.-powiedziałam po czym wręczyłam jej torbę z prezentem.
Spojrzała zaciekawiona na prezent. Gdy wyciągnęła zawartość torby krzyknęła zachwycona i rzuciła mi się na szyję.
-Dziękuję. Dziękuję.Dziękuję.-mamrotała mi do ucha.
Pocałowałam ją mocno w policzek i powiedziałam:
-Wszystkiego najlepszego mamo..!!!
Mama zaczęła się śmiać i mocno mnie ściskać.
-Ale to jeszcze nie koniec.
Mama spojrzała na mnie zdziwiona, więc zaczęłam wyliczać.
-Za jakąś godzinę przyjedzie po Ciebie twoja najlepsza przyjaciółka, pani McCarthy, pojedziecie do fryzjera, później do salonu spa, a na koniec do manikiurzystki.
-Ale..ale..-mama zaczęła protestować.
-Nie ma żadnego ale. Teraz zjesz śniadanie, później pójdziesz się odświeżyć do łazienki i przebrać i grzecznie pojedziesz z panią McCarthy. Zrozumiano.?-powiedziałam stanowczo.
-Tak, dziękuję.-powiedziała mama.
Wyszłam z jej pokoju do ogrodu. Już zaczęłam wymyślać pewien plan na ten wieczór. Była mi potrzebna tylko jedna osoba do pomocy.Wyjęłam telefon i wybrałam numer.
-Halo..?-rozległ się zaspany głos w słuchawce.
-Jesteś mi potrzebny śpiochu.-powiedziałam po czym się zaśmiałam.
-Ok. Za ile mam być.?-spytał Dominik
-Hm.. Za jakąś godzinę. Może być.
-Jasne.-odparł.
Rozłączyłam się. Wzięłam z mamy pokoju tacę, posprzątałam w nim i poszłam zająć się kuchnią. W 15 minut kuchnia lśniła. Po kuchni, przyszedł czas na łazienki i salon. Gdy skończyłam, zobaczyłam że pod dom podjeżdża samochód.
-Mamoo. Pani McCarthy już jest.-zawołałam do mamy.
-Powiedz że zaraz przyjdę.-odkrzyknęła.
-Ok.
Wybiegłam z domu w ludzkim pędzie ponieważ nikt z naszych sąsiadów, a także ze znajomych i przyjaciół nie wiedział że jesteśmy wampirami. Więc musiałam uważać.Gdy dotarłam do samochodu, pani McCarthy otworzyła drzwi.
-Dzień dobry-przywitałam się.
-Cześć Eris. Nie martw się. Odwiozę ją dopiero na dwudziestą.-powiedziała
-Jeszcze raz bardzo dziękuję za pomysł.
-Nie ma za co. A teraz zmykaj bo twoja mama nadchodzi.-zauważyła.
-Do dwudziestej.-pożegnałam się.
-Do zobaczenia.-powiedziała.
Gdy tylko samochód zniknął mi z oczu, zaczęłam obdzwaniać wszystkich przyjaciół mamy. W sumie zebrało się z trzydzieści osób. Zamówiłam tort i kwiaty. Już miałam dzwonić po Dominika bo się spóźniał, gdy stanął przede mną.
-Cześć. Przepraszam za spóźnienie.-powiedział i cmoknął mnie w policzek.
-Hej. Nic się nie stało.
-Więc co mamy dziś w planach.?
-Dziś są urodziny mojej mamy więc zapanowałam imprezę w ogrodzie. Musimy urządzić ogród, pojechać po kwiaty i tort i poczekać na wszystkich gości. A i do tego trzeba kupić jakieś przekąski, napoje i alkohol.
-Łoł. -powiedział
-Za dużo tego.??-spytałam lekko przejęta.
-Nie, znaczy się jesteś bardzo dobra w organizacji imprez.
Rozluźniłam się nieco.
-Dzięki
-Więc od czego zaczynamy.?
-Od ogrodu.-odparłam.
Porozwieszaliśmy na drzewach i altance światełka. Przystroiliśmy altankę i dróżkę do niej.Wyglądało to cudownie. Pojechaliśmy do supermarketu po chipsy, paluszki, soki, szampana itp. Później pojechaliśmy po kwiaty i tort.
Wszystko poszło po mojej myśli. Impreza wyszła świetnie. Mama dostała dużo prezentów. Na samym początku przyjęcia się popłakała i dziękowała wszystkim za przybycie. Było po prostu cudownie.!!! Wszyscy tańczyli, śmiali się i wygłupiali. Ja tańczyłam tylko z Dominikiem.
Po imprezie wykończona wzięłam szybki prysznic i z ulgą oddałam się w objęcia Morfeusza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz