Obudziłam się o 4 nad ranem. Próbowałam znowu zapaść w błogi sen ale mi nie wychodziło. Zrezygnowana westchnęłam i zaczęłam wstawać z łóżka gdy nagle poczułam przeszywający ból. Zapomniałam o swojej zwichniętej kostce. Szlag.! Z każdym krokiem nieźle bolało. Zacisnęłam usta, wzięłam z szafy ubrania i skierowałam się do łazienki. Weszłam pod prysznic. Stałam pod ciepłym strumieniem wody myśląc o moim chłopaku. Dzisiaj odwołano wszystkie lekcje z okazji przedstawienia Romeo i Julii. Ja miałam być Julią tylko pech chciał że zwichnęłam kostkę i nie mogę występować. Ma mnie zastępować Jennifer. Brr.. Aż ciarki przechodzą na jej widok. Jest piękna to prawda. Ale jej zimne oczy wyrażają tyle niechęci do świata, że wydają się go mrozić. Nie wiem co takiego spotkało tą dziewczynę, ale powiedzieć o niej że jest niemiła to mało powiedziane. Jest najwredniejszą osobą jaką spotkałam.
Wyszłam spod strumienia orzeźwiającej wody. Wytarłam się ręcznikiem, wysuszyłam włosy i zaczęłam ubierać ciuchy. Dziś postanowiłam ubrać niebieski top z czerwonym sercem, czerwone rurki i dżinsową kamizelkę 3/4 a do tego niebieskie vansy. Rozczesałam włosy i podpięłam grzywkę. Stwierdzając że wyglądam całkiem, całkiem wyszłam z łazienki. Ogarnęłam trochę pokój i wyciągnęłam telefon. Wybrałam numer mamy. Odebrała po drugim sygnale.
-Cześć mamo.
-Hej, kochanie co słychać.?
-Dzisiaj jest to całe przedstawienie o Romeo i Julii..
-To w którym występujesz.?-mam weszła mi w słowo.
-Występowałam. Skręciłam kostkę i lekarz nie pozwolił mi brać w nim udziału.
-Och kochanie. Tak bardzo mi przykro. Mam nadzieję że to nic poważnego.-powiedziała mam przejętym głosem.
-Nie, spokojnie. Za niecały tydzień powinnam być zdrowa jak ryba.
Opowiedziałam mamie o tym jak zwichnęłam kostkę, o szkole, przyjaciołach i Sebastianie.
Pogadałyśmy tak jeszcze z godzinkę. Mama opowiedziała mi co tam w pracy, w mieście i w ogóle.
Siedziałam na łóżku słuchając muzyki, gdy usłyszałam pukanie do drzwi.
-Heeej, małaa.- powiedziała Lexi i weszła razem z Cam do mojego pokoju.
-Wyglądacie pięknie-powiedziałam.
-Wyglądasz ślicznie-powiedziały w tym samym momencie co ja.
Wybuchnęłyśmy śmiechem. Przytuliłam je mocno do siebie.
-Kocham was.-powiedziałam Cam.
-My Cię też.- powiedziałam razem z Lexi.
Poszłyśmy na śniadanie.Ja kulejąc i podpierając się na Cami i Lexi.
-Hej inwalido- powiedział Jace i uśmiechnął się szeroko.
-Cześć pusty łbie- powiedziałam do niego i posłałam mu równie szeroki uśmiech.
-Jak dotrzesz do auli.?-spytał mnie zaciekawiony Simon.
-Ja i Cammi zawieziemy ją na wózku.-powiedziała Lex.
-W wózku dla dzieci.?-spytał Jack.
-Tak. Pożyczymy go od Ciebie. Nie, w wózku inwalidzkim młotku.-powiedziała Cam.
Zaczęliśmy się śmiać. Simon przyniósł mi do stolika miskę pełną płatków i mleka.Podziękowałam i zaczęłam pałaszować. Po śniadaniu Cam i Lexi przywiozły mnie na wózku do auli. Większa połowa szkoły już siedziała. Moja paczka była vipami więc mieliśmy miejsca w pierwszym rzędzie. Szukając wzrokiem Sebastiana, nie skapnęłam się że stoi tuż za mną,
-Cześć piękna- szepnął mi do ucha i dał buziaka w usta na przywitanie.
Światła zgasły. Zaczęło się przedstawienie. Każdy świetnie odgrywał swoje role. Pod koniec przedstawienia nagle padły strzały. Przestraszona piskami większości dziewczyn spojrzałam na scenę. Nie.!! Sebastian leżał na środku sceny w kałuży krwi. Wszystko działo się tak szybko... Nie zważając na ból w kostce pobiegłam na scenę.
-Sebastian.!! Nie.!! -krzyknęłam i podbiegłam do niego.
Przyklękłam koło niego. Wzięłam jego głowę na swoje kolana i zaczęłam głaskać miękkie blond loki.
-Nie umrzesz!- powtarzałam łkając.
Ale wiedziałam że jest już za późno. Nie słyszałam bicia jego serca. Nie chciałam odejść od niego nawet wtedy, gdy ratownicy przybiegli sprawdzić czy mój ukochany żyje. Dopiero gdy oplotły mnie silne ręce i podniosły z ziemi jakbym nic nie ważyła, zwróciłam uwagę na otaczający mnie świat. Podniosłam głowę i spostrzegłam że to Dominik mnie podniósł.
-Przykro mi.-powiedział.
Przytuliłam się mocno do niego i zaczęłam głośno szlochać. Widziałam zatroskane twarze przyjaciół. Jack, Simon, Cami, Jace, Michael i Lexi. Popatrzyłam zranionym spojrzeniem na Sebastiana i wybiegłam z auli. Biegłam między drzewami. Usiadłam pod dużym rozłożystym dębem i zaczęłam płakać. Gdy skończyły się łzy, krzyczałam. Chciałam dać upust całemu mojemu bólowi. W końcu, wyczerpana położyłam się na ziemi u sunęłam.
Jestem lekka jak piórko.Fruwam. Unoszę się. Ale najważniejsze. Nie czuję bólu. Nie czuję nic...
Mam nadzieję że rozdział się Wam podoba. Zapraszam do dalszego wchodzenia na mój blog.:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz