Pamiętaj, że każdy napotkany człowiek czegoś się boi,kogoś kocha i kogoś stracił.

środa, 23 października 2013

Rozdział XVI

Otworzyłam oczy. Przez okno do pokoju wlewały się ciepłe promienie słońca. Dziwnie się czułam. Nic nie mogłam sobie przypomnieć z wczorajszego dnia. No nic.  Wstałam, wzięłam z szafy dżinsowe spodenki, czarną bokserkę i czarny sweterek. Do tego dorzuciłam dżinsowe sandałki i weszłam do łazienki. Z dziesięć minut stałam pod prysznicem. Umyłam włosy, wtarłam w  nie odżywkę, spłukałam i wyszłam z kabiny. Wysuszyłam włosy i spojrzałam w lustro. Włosy sięgały mi już do pasa.  Zaplotłam je w grubego warkocza  i już miałam wyjść z pokoju, gdy drzwi się uchyliły i zobaczyłam głowę Lexi. Miała zmartwioną minę.
-Heej, co się stało.?-spytałam wesoło, ale gdy zobaczyłam jej poważny i smutny wyraz twarzy, mina mi zrzedła.
-Nie pamiętasz.?-spytała zachrypniętym głosem. Chyba musiała dużo płakać.
-Nie. Jakoś tak nie pamiętam nic z wczorajszego dnia. A stało się coś złego.?
-Tak- powiedziała i wybuchła płaczem.
Dalej nie wiedząc o co chodzi wzięłam ją za rękę, zamknęłam drzwi i posadziłam na swoim łóżku.
-Eris, chodzi o to że... że...Sebastian nie żyje.-powiedziałam między spazmami szlochu.
Zakręciło mi się w głowie. Usiadłam na podłodze, koło stóp mojej najlepszej przyjaciółki.
-Nie. To nieprawda. To nie może być prawda.-powiedziałam próbując przekonać sama siebie.
-Przykro mi Eris-powiedziała.
Teraz była kolej  na mnie. Zaczęłam głośno płakać i wyklinać na czym świat stoi. Wrzeszczałam na całe gardło. Przybiegli moi przyjaciele i Dominik.
-Lexi, co się stało.? - spytał Jace moją nadal płaczącą przyjaciółkę. Próbował mnie przekrzyczeć ale mu nie wychodziło, więc podszedł wziął  Lex za rękę i wyprowadził z pokoju. Zostałam z resztą, która patrzyła się na mnie ze współczuciem. Ale ja nie przestawałam. Nie mogłam. Wydawałam z siebie dźwięki, które wydaje ranne zwierze. Czułam się ranna. Moje serce pękało na kawałki. Przybiegła dyrektorka, prawie pół szkoły i  nauczyciele. Każdy patrzył na mnie ze współczuciem w oczach. Zaczęłam na nich wrzeszczeć. Kazałam im wyjść z mojego pokoju. Wychodzili bez oporów, patrząc na mnie współczującym wzrokiem. Nie mogłam tego znieść. Wyszli wszyscy prócz jednej osoby. Dominik.
-Co Ty tu dalej robisz.?! Kazałam wszystkim wyjść.!-ofuknęłam go wnerwiona.
-Ale ja nie słucham twoich rozkazów.-powiedział spokojnie i jakby nigdy nic rozłożył się na moim łóżku.
-Odwal się ode mnie.
-Bo co.?-spytał lekko rozbawiony.
-Ty nic nie rozumiesz. Nie wiesz jak to jest stracić osobę którą się kochało.!
-Akurat w tym moja droga się mylisz.- powiedział.
Usiadł wyprostowany na moim łóżku z jakimś takim dziwnym wyrazem twarzy.
-Straciłem młodszą siostrę, która była dla mnie najważniejsza na świecie.
-Och..Przykro mi. Ale kto..-szybko się zreflektowałam i poczułam okropnie że się na niego wydarłam.
-Strzygi.
To jedno słowo mi wystarczyło żeby wszystko zrozumieć. Strzygi były potworami. Zabijają ludzi i wampiry dla przyjemności. Nie czują współczucia, miłości, bólu czy tęsknoty. Te kreatury nie mają uczuć.
-Nie wiedziałam.... Nie chciałam..-zaczęłam ale nie dane mi było skończyć.
-Nic się nie stało.- powiedział.
Uśmiechnęłam się do niego blado i usiadłam obok. 
-Przyjaciele.?-powiedział uśmiechając się słodko.
-Przyjaciele.- powiedziałam.
Objął mnie ramieniem i przyciągnął do siebie. Wiem, może to dziwne ale pomyślałam że zaraz mnie pocałuje. Nie myliłam się aż tak bardzo. Dominik pocałował mnie w policzek i mocno do siebie przytulił. Był ciepły, jak na wampira. Jego duże ciało ogrzewało mnie. Nie sądziłam że wampiry są takie ciepłe.
-Nie martw się mała, wszystko jakoś się ułoży-powiedział.
Siedzieliśmy w ciszy dopóty, dopóki nie zapadłam w sen. Przed zaśnięciem poczułam na czole jego ciepłe wargi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz