Pamiętaj, że każdy napotkany człowiek czegoś się boi,kogoś kocha i kogoś stracił.

wtorek, 3 września 2013

Rozdział VIII

Obudziłam się o 6:45. Pościeliłam łóżko, wykonałam poranną toaletę i wróciłam do pokoju. Podeszłam do szafy  i wyciągnęłam z niej brązowe legginsy,  białą bluzkę ze słodką małpką i szaro- brązowo- żółtą bluzę z kapturem. Ubrałam się i założyłam moje fluorescencyjne trampki w kolorze żółtym. Wzięłam moją torbę i zeszłam na śniadanie. Dziś był szwedzki stół więc nabrałam na talerz dwie bułki, kostkę masła i ser ze szczypiorkiem. Mniamm..Usiadłam przy stoliku z moją paczką. Lexi, Jace, Jack i doszły jeszcze trzy osoby: Carmen słodka brunetka, Michael przystojny blondyn i Simon. Mądry,zabawny i przesłodki. Niestety, nie mam szczęścia. Michael zaczął chodzić z Carmen, i okazało się że Jack i Simon to geje i też są ze sobą. Każdy z naszej paczki miał dziewczynę lub chłopaka ale nie ja. Lecz mi to nie przeszkadzało. Uwielbiałam spędzać czas z przyjaciółmi. Dziś mieliśmy tylko jedną lekcję Trening.(bronienie się przed strzygami ) Resztę dnia mieliśmy wolną, ponieważ najstarsza klasa zdawała dziś Egzamin. Jest to sprawdzenie naszych umiejętności, przed wysłaniem nas do walki z tymi potworami. Były trzy konkurencje, za każdym rokiem były inne. Lecz młodsze klasy nie mogły tego oglądać, szkoda.  Resztę dnia każdy miał zajęty. Jace zabiera Lexi do kina, Carmen i Michael idą na randkę, Simon i Jack zostają w szkole i też mają randkę. Ja postanowiłam pojechać do miasta.
Po półgodzinnej jeździe autobusem byłam na miejscu. Postanowiłam trochę pozwiedzać. Pierw poszłam do Biblioteki Publicznej, ale nic mnie tam nie zainteresowało.Później odwiedziłam małą kawiarenkę. Zamówiłam sobie kawę i ciasteczko miodowe. Gdy skończyłam wyszłam  na zewnątrz. Poszłam małą, opustoszałą uliczką. Nagle zrobiło się zimniej i trochę ciemniej chociaż była dopiero 16:25.Weszłam w jeszcze jedną małą uliczkę, tylko że tym razem na jej końcy był mały sklepik. Nazwa wydała mi się trochę dziwna. "Quod tibi necessarium est" -Dobrze że znam łacinę- pomyślałam.
Gdy otwierałam drzwi zabrzęczał mały dzwoneczek. 
-Dzień dobry- przywitałam się.
Starsza kobieta za ladą nie odpowiedziała, tylko dziwnie na mnie patrzyła. Wyglądała na Cygankę. długa spódnica, bluzka, szal na ramionach, chusta na włosach i dużo złota. Chodziłam między półkami oglądając różne magiczne rzeczy. Moją uwagę przykłuła mała fiolka z etykietką Lawenda. Wzięłam ją z zamiarem zakupu. 
-Ile płacę.?-powiedziałam do kobiety za ladą.
Ta nic tylko wyciągnęła z zza lady małe zawiniątko i wcisnęła mi je do rąk. Ja oniemiała nie wiedziałam co robić.
-To Pietra di luna. Będzie Cię chronić i doda Ci mocy. A teraz idź dziecko i uważaj na siebie. Otworzyła mi drzwi.
-Dz..Dziękuję- wydukałam i wyszłam.
Gdy szłam w drogę powrotną cały czas oglądałam się za siebie. Schowałam fiolkę i zawiniątko do kieszeni.
Jadąc autobusem patrzyłam przez okno na mijane rzeczy, osoby, domy. Ci ludzie nie wiedzą co to wampir, strzyga lub magia. Czasem im zazdroszczę.
Poszłam na kolację trochę nieobecna. Po skończeniu jedzenia szybko wyszłam z jadalni. Wykąpałam się, odrobiłam lekcje i wkońcu wyciągnęłam prezenty od  Cyganki. Położyłam się na łóżku i zaczęłam odwijać  papier z zawiniątka.Był to prześliczny naszyjnik z Kamieniem księżycowym. Założyłam go na szyję i poczułam moc płynącą od niego. Zdążyłam tylko położyć głowę na poduszce i odpłynęłam w krainę Morfeusza.
                                                          Oto naszyjnik Eris:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz