Pamiętaj, że każdy napotkany człowiek czegoś się boi,kogoś kocha i kogoś stracił.

sobota, 26 października 2013

Rozdział XVII

Przewróciłam się na drugi bok w moim szerokim łóżku. Próbowałam zasnąć, bo od jakiś 10 minut już nie spałam. Nie da rady trzeba wstać. Zeszłam z łóżka niechętnie. Stojąc pod ciepłym strumieniem wody postanowiłam co dziś powiem moim znajomym. Nie mogę tu zostać. Zbyt wiele wspomnień o Sebastianie. To dla mnie za dużo. Wyszłam z łazienki..Wyciągnęłam z szafy czarną sukienkę przed kolana i czarne baleriny. Nie miałam już ochoty na kolorowe rzeczy, ponieważ bez Sebastiana moje życie straciło barwę i kolory..Ubrałam się, założyłam baleriny. Włosy zaczesałam w koka. Wyszłam z pokoju i poszłam w stronę jadalni. Po drodze dogonił mnie Jack.
-Hej Eris.- powiedział i mocno mnie przytulił.
-Cześć Jack.
-Jak się czujesz.?
-Jakby wyrwano mi serce.
-No tak, głupie pytanie. Przepraszam.
-Nic się nie stało.-powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego słabo.
-Kiedy....Kiedy go..-nie chciało mi to przejść przez gardło.
Jack w mig załapał o co mi chodzi.
-Dziś wieczorem. -powiedział.
A więc to dziś mam się pożegnać z Sebastianem ostatecznie. Poczułam ukłucie w sercu, tak jakby ktoś wbijał mi w nie nóż.  Doszliśmy to stołówki. W drzwiach stanęłam jak wryta. Przy naszym stoliku, tam gdzie zawsze było miejsce mojego ukochanego siedział Dominik. Jack zobaczył że nie idę za nim i wrócił się po mnie.
-Eris chodź. -szepnął mi do ucha.
Posłuchałam go. Czułam się jak robot wykonujący polecenia. Siadłam przy stoliku i machinalnie przywitałam się ze wszystkimi. Jace przyniósł mi naleśniki polane czekoladą.
-Dzięki-powiedziałam i uśmiechnęłam się lekko.
Uwielbiam naleśniki.Czekoladę też. Pochłonęłam dwie porcje, byłam aż tak głodna. Dziś też odwołano lekcje, tyle .że z powodu pogrzebu Sebastiana. Po śniadaniu poszłam do swojego pokoju z zamiarem spędzenia tam czasu aż do wieczora. Ściągnęłam baleriny i rzuciłam się na łóżko. Leżałam tak z pięć minut z głową wciśniętą w poduszki.Nagle wpadł mi do głowy pewien pomysł.Wyciągnęłam z szafki nocnej rysownik i ołówek.Postanowiłam narysować Sebastiana.  Ten ostatni raz, uchwycić jego idealne rysy twarzy, piękne oczy i łobuzerski uśmiech. To co kochałam najbardziej. Gdy skończyłam rysować, popatrzyłam z zachwytem na mojego ukochanego spoglądającego na mnie z rysownika. Był prawie jak żywy. Całowałam, dotykałam papier. Później krzyczałam, tak jakbym chciała nakrzyczeć na Sebastiana za to, że mnie zostawił.
Usłyszałam pukanie do drzwi.Pośpiesznie schowałam z powrotem  do szafki szkicownik.
-Proszę.!-powiedziałam.
Do pokoju wszedł Dominik. Przeszedł przez pokój i usiadł koło mnie.
-Co tam.??-zapytał robiąc zabawną minę.
-To co zwykle a u ciebie.?
-Nudno.
Zaświtał mi w głowie następny pomysł.
-Mogłabym Cię narysować.?-spytałam.
-Hmm... To zależy.
-Od czego.?
-Mam się rozbierać.?
-Co.. Nie no coś Ty.- powiedziałam czerwieniąc się
-Hm. no to może być.
Znowu wyciągnęłam szkicownik. Otworzyłam go na pustej stronie.
-Dopóki ci nie powiem, masz się nie ruszać.-zakomenderowałam.
Znieruchomiał i utkwił we mnie swoje hebanowe oczy. Zaczęłam rysować. Nos,oczy, suta, uszy, włosy, szczęka brwi, rzęsy... Gdy skończyłam, Dominik uśmiechnął się.
-Mogę zobaczyć.?
-Jasne.
Podałam mu szkicownik.
-Pięknie rysujesz.
-Dzięki.-powiedziałam.
-Chyba musimy już iść.
-Gdzie.?-spytałam zbita z pantałyku.
-Na pogrzeb.
-Och..-tylko tyle zdołałam wykrztusić.
Spojrzałam na zegarek. Było już po dwudziestej. Przy Dominiku szybko tracę rachubę czasu.
-Gotowa.?-spytał patrząc na mnie wyczekująco.
-Chyba tak
-Jeszcze tylko jedna mała poprawka.-powiedział.
Powyciągał mi spinki z koka i rozpuścił go. Włosy opadały mi falami na ramiona.
-Teraz lepiej.-powiedział.
Wyszliśmy z Akademii i skierowaliśmy się na główny dziedziniec. Stał tam już duży stos drewna. Stos pogrzebowy. Zwłoki martwego wampira zawsze paliło się na stosie.  Wśród otaczających go osób wypatrzyłam swoich przyjaciół. Podeszłam do nich razem z Dominikiem. Uśmiechnęli się na mój widok smutno. Ceremonia rozpoczęła się. Kapłanka Akademii zaczęła głośno wymawiać modlitwę za Sebastiana.
Po pięknych słowach modlitwy, przyszedł czas na podpalenie stosu. Dwóch nauczycieli to zrobiło. Najpierw zajęło się drewno, później góra stosu, tam gdzie leżało ciało Sebastiana. Po policzkach leciały mi łzy. Odśpiewaliśmy pożegnalną pieśń.
 Gdzieś tam, hen daleko w niebo spójrz. Zobaczysz swoją kochaną boginię More. To ona Cię wezwała. Nie bój się. Obroni Cię. Otoczy opieką. Przy niej będziesz szczęśliwy. Chwile pożegnania są trudne, wiem. Ale żegnaj. Spoczywaj w pokoju.
 Po ceremonii nie miałam ochoty na nic. Poszłam do siebie. Wzięłam prysznic i położyłam się w łóżku. Myślałam o wszystkim. Wiedziałam co zrobię jutro. Powiem moim przyjaciołom, że wracam do domu.


-------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję że rozdział się podoba.  Niestety, niedługo mam zamiar skończyć ten blog.
Przepraszam.


Od autorki.

Cześć wszystkim. Chciałabym Wam przedstawić Dominika. Z pozoru zły charakter. Po śmierci Sebastiana pomoże wyjść z rozpaczy Eris. Rozkwita między nimi przyjaźń. Czy po śmierci ukochanego Eris otrząśnie się z otępienia w jakie wpadła.? Czy między nimi rozkwitnie coś więcej.? O tym dowiecie się czytając kolejne rozdziały.

                                                     Oto nasz nowy bohater.

środa, 23 października 2013

Rozdział XVI

Otworzyłam oczy. Przez okno do pokoju wlewały się ciepłe promienie słońca. Dziwnie się czułam. Nic nie mogłam sobie przypomnieć z wczorajszego dnia. No nic.  Wstałam, wzięłam z szafy dżinsowe spodenki, czarną bokserkę i czarny sweterek. Do tego dorzuciłam dżinsowe sandałki i weszłam do łazienki. Z dziesięć minut stałam pod prysznicem. Umyłam włosy, wtarłam w  nie odżywkę, spłukałam i wyszłam z kabiny. Wysuszyłam włosy i spojrzałam w lustro. Włosy sięgały mi już do pasa.  Zaplotłam je w grubego warkocza  i już miałam wyjść z pokoju, gdy drzwi się uchyliły i zobaczyłam głowę Lexi. Miała zmartwioną minę.
-Heej, co się stało.?-spytałam wesoło, ale gdy zobaczyłam jej poważny i smutny wyraz twarzy, mina mi zrzedła.
-Nie pamiętasz.?-spytała zachrypniętym głosem. Chyba musiała dużo płakać.
-Nie. Jakoś tak nie pamiętam nic z wczorajszego dnia. A stało się coś złego.?
-Tak- powiedziała i wybuchła płaczem.
Dalej nie wiedząc o co chodzi wzięłam ją za rękę, zamknęłam drzwi i posadziłam na swoim łóżku.
-Eris, chodzi o to że... że...Sebastian nie żyje.-powiedziałam między spazmami szlochu.
Zakręciło mi się w głowie. Usiadłam na podłodze, koło stóp mojej najlepszej przyjaciółki.
-Nie. To nieprawda. To nie może być prawda.-powiedziałam próbując przekonać sama siebie.
-Przykro mi Eris-powiedziała.
Teraz była kolej  na mnie. Zaczęłam głośno płakać i wyklinać na czym świat stoi. Wrzeszczałam na całe gardło. Przybiegli moi przyjaciele i Dominik.
-Lexi, co się stało.? - spytał Jace moją nadal płaczącą przyjaciółkę. Próbował mnie przekrzyczeć ale mu nie wychodziło, więc podszedł wziął  Lex za rękę i wyprowadził z pokoju. Zostałam z resztą, która patrzyła się na mnie ze współczuciem. Ale ja nie przestawałam. Nie mogłam. Wydawałam z siebie dźwięki, które wydaje ranne zwierze. Czułam się ranna. Moje serce pękało na kawałki. Przybiegła dyrektorka, prawie pół szkoły i  nauczyciele. Każdy patrzył na mnie ze współczuciem w oczach. Zaczęłam na nich wrzeszczeć. Kazałam im wyjść z mojego pokoju. Wychodzili bez oporów, patrząc na mnie współczującym wzrokiem. Nie mogłam tego znieść. Wyszli wszyscy prócz jednej osoby. Dominik.
-Co Ty tu dalej robisz.?! Kazałam wszystkim wyjść.!-ofuknęłam go wnerwiona.
-Ale ja nie słucham twoich rozkazów.-powiedział spokojnie i jakby nigdy nic rozłożył się na moim łóżku.
-Odwal się ode mnie.
-Bo co.?-spytał lekko rozbawiony.
-Ty nic nie rozumiesz. Nie wiesz jak to jest stracić osobę którą się kochało.!
-Akurat w tym moja droga się mylisz.- powiedział.
Usiadł wyprostowany na moim łóżku z jakimś takim dziwnym wyrazem twarzy.
-Straciłem młodszą siostrę, która była dla mnie najważniejsza na świecie.
-Och..Przykro mi. Ale kto..-szybko się zreflektowałam i poczułam okropnie że się na niego wydarłam.
-Strzygi.
To jedno słowo mi wystarczyło żeby wszystko zrozumieć. Strzygi były potworami. Zabijają ludzi i wampiry dla przyjemności. Nie czują współczucia, miłości, bólu czy tęsknoty. Te kreatury nie mają uczuć.
-Nie wiedziałam.... Nie chciałam..-zaczęłam ale nie dane mi było skończyć.
-Nic się nie stało.- powiedział.
Uśmiechnęłam się do niego blado i usiadłam obok. 
-Przyjaciele.?-powiedział uśmiechając się słodko.
-Przyjaciele.- powiedziałam.
Objął mnie ramieniem i przyciągnął do siebie. Wiem, może to dziwne ale pomyślałam że zaraz mnie pocałuje. Nie myliłam się aż tak bardzo. Dominik pocałował mnie w policzek i mocno do siebie przytulił. Był ciepły, jak na wampira. Jego duże ciało ogrzewało mnie. Nie sądziłam że wampiry są takie ciepłe.
-Nie martw się mała, wszystko jakoś się ułoży-powiedział.
Siedzieliśmy w ciszy dopóty, dopóki nie zapadłam w sen. Przed zaśnięciem poczułam na czole jego ciepłe wargi.

wtorek, 22 października 2013

Rozdział XV

Obudziłam się o 4 nad ranem. Próbowałam znowu zapaść w błogi sen ale mi nie wychodziło. Zrezygnowana westchnęłam i zaczęłam wstawać z łóżka gdy nagle poczułam przeszywający ból. Zapomniałam o swojej zwichniętej kostce. Szlag.! Z każdym krokiem nieźle bolało. Zacisnęłam usta, wzięłam z szafy ubrania i  skierowałam się do łazienki. Weszłam pod prysznic. Stałam pod ciepłym strumieniem wody myśląc o moim chłopaku. Dzisiaj odwołano wszystkie lekcje z okazji przedstawienia Romeo i Julii. Ja miałam być Julią tylko pech chciał że zwichnęłam kostkę i nie mogę występować. Ma mnie zastępować Jennifer. Brr.. Aż ciarki przechodzą na jej widok. Jest piękna  to prawda. Ale jej zimne oczy wyrażają tyle niechęci do świata, że wydają się go mrozić. Nie wiem co takiego spotkało tą dziewczynę, ale powiedzieć o niej że jest niemiła to mało powiedziane. Jest najwredniejszą osobą jaką spotkałam. 
Wyszłam spod strumienia orzeźwiającej wody. Wytarłam się ręcznikiem, wysuszyłam włosy i zaczęłam ubierać ciuchy. Dziś postanowiłam ubrać niebieski top z czerwonym sercem, czerwone rurki i dżinsową kamizelkę 3/4 a do tego niebieskie vansy. Rozczesałam włosy i podpięłam grzywkę. Stwierdzając że wyglądam całkiem, całkiem wyszłam z łazienki. Ogarnęłam trochę pokój i wyciągnęłam telefon. Wybrałam numer mamy. Odebrała po drugim sygnale.
-Cześć mamo.
-Hej, kochanie co słychać.?
-Dzisiaj jest to całe przedstawienie o Romeo i Julii..
-To w którym występujesz.?-mam weszła mi w słowo.
-Występowałam. Skręciłam kostkę i lekarz nie pozwolił mi brać w nim udziału.
-Och kochanie. Tak bardzo mi przykro. Mam nadzieję że to nic poważnego.-powiedziała mam przejętym głosem.
-Nie, spokojnie. Za niecały tydzień powinnam być zdrowa jak ryba.
Opowiedziałam mamie o tym jak zwichnęłam kostkę, o szkole, przyjaciołach i Sebastianie.
Pogadałyśmy tak jeszcze z godzinkę. Mama opowiedziała mi co tam w pracy, w mieście i w ogóle.
Siedziałam na łóżku słuchając muzyki, gdy usłyszałam pukanie do drzwi.
-Heeej, małaa.- powiedziała Lexi i weszła razem z Cam do mojego pokoju.
-Wyglądacie pięknie-powiedziałam.
-Wyglądasz ślicznie-powiedziały w tym samym momencie co ja.
Wybuchnęłyśmy śmiechem. Przytuliłam je mocno do siebie.
-Kocham was.-powiedziałam Cam.
-My Cię też.- powiedziałam razem z Lexi.
Poszłyśmy na śniadanie.Ja kulejąc i podpierając się na Cami i Lexi.
-Hej inwalido- powiedział Jace i uśmiechnął się szeroko.
-Cześć pusty łbie- powiedziałam do niego i posłałam mu równie szeroki uśmiech.
-Jak dotrzesz do auli.?-spytał mnie zaciekawiony Simon.
-Ja i Cammi zawieziemy ją na wózku.-powiedziała Lex.
-W wózku dla dzieci.?-spytał Jack.
-Tak. Pożyczymy go od Ciebie. Nie, w wózku inwalidzkim młotku.-powiedziała Cam.
Zaczęliśmy się śmiać. Simon przyniósł mi do stolika miskę pełną płatków i mleka.Podziękowałam i zaczęłam pałaszować. Po śniadaniu Cam i Lexi przywiozły mnie na wózku do auli. Większa połowa szkoły już siedziała. Moja paczka była vipami więc mieliśmy miejsca w pierwszym rzędzie. Szukając wzrokiem Sebastiana, nie skapnęłam się że stoi tuż za mną,
-Cześć piękna- szepnął mi do ucha i dał buziaka w usta na przywitanie.
Światła zgasły. Zaczęło się przedstawienie. Każdy świetnie odgrywał swoje role. Pod koniec przedstawienia nagle padły strzały. Przestraszona piskami większości dziewczyn spojrzałam na scenę. Nie.!!  Sebastian leżał na środku sceny w kałuży krwi. Wszystko działo się tak szybko... Nie zważając na ból w kostce pobiegłam na scenę.
-Sebastian.!! Nie.!! -krzyknęłam  i podbiegłam do niego.
Przyklękłam koło niego. Wzięłam jego głowę na swoje kolana i zaczęłam głaskać miękkie blond loki.
-Nie umrzesz!- powtarzałam łkając.
Ale wiedziałam że jest już za późno. Nie słyszałam bicia jego serca. Nie chciałam odejść od niego nawet wtedy, gdy ratownicy przybiegli sprawdzić czy mój ukochany żyje. Dopiero gdy oplotły mnie silne ręce i podniosły z ziemi jakbym nic nie ważyła, zwróciłam uwagę na otaczający mnie świat. Podniosłam głowę i spostrzegłam że to Dominik mnie podniósł.
-Przykro mi.-powiedział.
Przytuliłam się mocno do niego i zaczęłam głośno szlochać. Widziałam zatroskane twarze przyjaciół. Jack, Simon, Cami, Jace, Michael i Lexi.  Popatrzyłam zranionym spojrzeniem na Sebastiana i wybiegłam z auli. Biegłam między drzewami. Usiadłam pod dużym rozłożystym dębem i zaczęłam płakać. Gdy skończyły się łzy, krzyczałam. Chciałam dać upust całemu mojemu bólowi. W końcu, wyczerpana położyłam się na ziemi u sunęłam.
Jestem lekka jak piórko.Fruwam. Unoszę się. Ale najważniejsze. Nie czuję bólu. Nie czuję nic...


Mam nadzieję że rozdział się Wam podoba. Zapraszam do dalszego wchodzenia na mój blog.:)

poniedziałek, 14 października 2013

Rozdział XIV

Przez cały tydzień nic się nie działo. Dzień przed przedstawieniem, postanowiliśmy razem z moją paczką wybrać się do miasta na lody. Wyszliśmy ze szkoły na przystanek o 14:35. Autobusem do miasta mieliśmy około 20 minut. Poszliśmy do tej samej kawiarni, gdzie byłam ostatnim razem. Razem z Lexi zamówiłyśmy lody o smaku miętowym, ponieważ obydwie uwielbiałyśmy ten smak, Cami i Simon zamówili brzoskwiniowe, Jace jabłkowe, Jack malinowe a Sebastian cytrynowe. Siedliśmy przy jednym długim stoliku i zaczęliśmy się zajadać. Pochodziliśmy po mieście, oglądaliśmy wystawy, wchodziliśmy do sklepów. Weszliśmy jeszcze na chwilę do sklepu spożywczego po picie i słodycze.  Czekając na autobus powrotny zjedliśmy nasz prowiant. Gdy byliśmy na przystanku pod szkołą, założyłam się z Cami i Lexi, która pierwsza przebiegnie ławkę wygrywa. Trzy ławki koło siebie niedaleko dużego dębu, idealnie nadawały się do zawodów. Chłopcy obiecywali że będą kibicować. Śmiejąc się wystartowałyśmy. W połowie ławki jedna z desek się pode mną załamała i upadłam, skrzywiając nogę pod dziwnym kątem. Ostatnie co zobaczyłam przed utratą przytomności to zaniepokojone twarze przyjaciół i szybko oddalającą się postać w czarnym kapturze.

Dryfuję w powietrzu. Nic nie ma nade mną ani pode mną. Tylko jasny błękit. Uwielbiam ten kolor. Wydaje mi się że płynę, fruwam pośród nicości. Tutaj nie czuć bólu, cierpienia.Nic. Widzę światełko i chcę go dotknąć. Powoli próbuję otworzyć oczy.

-Chyba się budzi.- chwila, czy to nie przypadkiem Lexi.?
Otwieram oczy  i widzę zatroskane twarze Cami, Lexi i Sebastiana a także pielęgniarkę i lekarza.
-Co się stało.?-pytam zdezorientowana.
Nic nie pamiętam. Czuję tylko lekki ból w prawej nodze.
-Ścigałyśmy się po ławkach. Nagle pod tobą jedna z desek się załamała, upadłaś i straciłaś przytomność. -mówi Lexi a Cami wybucha płaczem.
-Nic się nie stało Cam.-mówię i przytulam ją żeby trochę ochłonęła.
Pielęgniarka każe wyprowadzić z sali Sebastianowi Cameron. Lexi zostaje.
-Masz zwichniętą kostkę i kilka siniaków. -mówi lekarz.
-O nieee....-mówię bo przypominam sobie że jutro jest przedstawienie.
-Co się stało.?-pyta lekarz.
-Jutro mamy przedstawić Romeo i Julię a ja gram Julię.-mówię.
-Masz dublerkę.?-pyta pielęgniarka.
Patrzę ze zgrozą na moją przyjaciółkę, która odpowiada mi smutnym uśmiechem i mówi
-Tak. Ma.
Moją dublerką jest największa dziwka w szkole Jennifer Mason. Niewątpliwie największa "gwiazda" szkoły. Jest to wysoka blondynka o zielonych oczach. Bogata, piękna sławna. Czego więcej chcieć.? Ma wszystko oprócz jednego. Najprzystojniejszymi kolesiami  w szkole są Sebastian, Jace, Simon, Jack i Dominick. Na pech Jennifer wszyscy są już zajęci. No, może Dominick nie bo wiem że on nie ma dziewczyny. Tak więc wredna suka próbuje odbić mi Sebastiana ale jej nie wychodzi. Mój chłopak jest odporny na jej urok. Dobrze jej tak.
Po paru rozmowach z lekarzem, ustaliliśmy że nie mogę występować, ale mogę przyjść na przedstawienie. Tylko że 'przyjść' oznacza że Lexi i Cam będą musiały przywieźć mnie na wózku inwalidzkim. Jakież to upokarzające.! Ale zrobię wszystko żeby wspierać mojego ukochanego.!
Około godziny 21:35 mogę wyjść ze skrzydła szpitalnego. Sebastian sadza mnie na wózku inwalidzkim i wiezie przez cały dziedziniec. Później zostawiając wózek w holu bierze mnie na ręce i zaprowadza do pokoju. Po pożegnaniu się wychodzi i zostawia mnie samą. Idę pod prysznic. Po paru minutach wychodzę z łazienki umyta i  ubrana w piżamę. Biorę tabletki przeciwbólowe, kładę się na łóżku i zapadam w głęboki sen.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Mam nadzieję że rozdział się spodobał. Bardzo się nad nim umęczyłam ale jest.!:) 

niedziela, 6 października 2013

XIII

Poczułam że ktoś całuje mnie w policzek. Otworzyłam oczy. Nade mną leżał Sebastian.
-Wstawaj śpioszku.
Przekręciłam się i to teraz ja leżałam na nim.Uśmiechnęłam się gdy odgarnął mi kosmyk włosów z czoła.
-Wolę zostać w łóżku.-wymruczałam mu do ucha.
-Też bym wolał tu zostać ale mamy zajęcia.
-Szkooooda.-powiedziałam.
Wzięłam z szafy ciuchy i poszłam do łazienki.Po piętnastu minutach byłam już gotowa.Wzięłam torbę z książkami i przełożyłam sobie przez ramię. Spojrzałam na swojego chłopaka i spytałam:
-Idziemy..?
-Tak.
Wziął mnie za rękę i wyszliśmy z pokoju. Poszliśmy prosto do stołówki.Carmen,Jack,Simon,Michael,Jace i Lexi już jedli.Przywitaliśmy się i poszliśmy w kierunku bufetu. Dziś wybrałam dla siebie bułkę z masłem i szynka i zielone jabłko.Do tego dołożyłam pepsi w puszce.Mniaam..
Usiedliśmy przy naszym stoliku i zaczęliśmy rozmawiać.O naszych planach na ferie jesienne, o balu jesiennym, o przedstawieniu.W końcu musieliśmy pójść na lekcje. Ale umówiłam się dziś z Cami i Lex że urządzimy sobie babski wieczór.
Na każdej lekcji czułam na sobie spojrzenie Dominika.Denerwowało mnie to jak nie wiem co. Po lekcjach, usiadłam z moją paczką do kolacji.Cami  miała dziś do mnie przynieść chipsy i czekoladki, Lexi piwo i napoje gazowane a ja żelki i paluszki. Zapowiadał się ciekawy wieczór. Na szczęście jutro sobota i nie musimy iść wcześnie spać.
Pożegnałam się z Sebastianem i poszłam do swojego pokoju. Rozłożyłam na podłodze 3 śpiwory, 3 poduszki i 3 koce. Wszystko razem wyglądało dość fajnie. Do przyjścia dziewczyn miałam jeszcze półtorej godziny. Postanowiłam wziąść długą kąpiel. Umyłam włosy cynamonowym szamponem a ciało balsamem o zapachu wanilii. Wyszłam z wanny, owinęłam się ręcznikiem i zaczęłam suszarka suszyć włosy. Później wytarłam ciało  i wskoczyłam w piżamę.Była to bluzka 3/4 z namalowaną na środku słodką myszką z kokardką. Spodnie w kolorze morskim z namalowanymi mini myszkami. Wyszłam z łazienki, pościeliłam łóżko i odrobiłam lekcje. Gdy skończyłam, usłyszałam pukanie do drzwi. Cami i Lexi weszły do pokoju z prowiantem. Położyłyśmy się na śpiworach. Otworzyłyśmy piwa, żelki i paluszki i zaczęłyśmy rozmawiać o tym w co się ubierzemy na bal, o mojej roli w sztuce, o najnowszych ploteczkach w szkole. Później przeszłyśmy na temat naszych chłopaków. Każda po kolei opowiadała jak jest jej dobrze ze swoim ukochanym. Po paru piwach zastanawiałyśmy się ze śmiechem który w związku Simona i Jacka jest  dziewczyną. Ustaliłyśmy że Jack. Zdecydowałyśmy że zaprosimy go na nasz następny babski wieczór. Skończyłyśmy jeść i pić. Opowiadałyśmy sobie jeszcze o naszych rodzinach, byłych chłopakach i naszych marzeniach. Poszłyśmy spać około 4 nad ranem.