Przez cały tydzień nic się nie działo. Dzień przed przedstawieniem, postanowiliśmy razem z moją paczką wybrać się do miasta na lody. Wyszliśmy ze szkoły na przystanek o 14:35. Autobusem do miasta mieliśmy około 20 minut. Poszliśmy do tej samej kawiarni, gdzie byłam ostatnim razem. Razem z Lexi zamówiłyśmy lody o smaku miętowym, ponieważ obydwie uwielbiałyśmy ten smak, Cami i Simon zamówili brzoskwiniowe, Jace jabłkowe, Jack malinowe a Sebastian cytrynowe. Siedliśmy przy jednym długim stoliku i zaczęliśmy się zajadać. Pochodziliśmy po mieście, oglądaliśmy wystawy, wchodziliśmy do sklepów. Weszliśmy jeszcze na chwilę do sklepu spożywczego po picie i słodycze. Czekając na autobus powrotny zjedliśmy nasz prowiant. Gdy byliśmy na przystanku pod szkołą, założyłam się z Cami i Lexi, która pierwsza przebiegnie ławkę wygrywa. Trzy ławki koło siebie niedaleko dużego dębu, idealnie nadawały się do zawodów. Chłopcy obiecywali że będą kibicować. Śmiejąc się wystartowałyśmy. W połowie ławki jedna z desek się pode mną załamała i upadłam, skrzywiając nogę pod dziwnym kątem. Ostatnie co zobaczyłam przed utratą przytomności to zaniepokojone twarze przyjaciół i szybko oddalającą się postać w czarnym kapturze.
Dryfuję w powietrzu. Nic nie ma nade mną ani pode mną. Tylko jasny błękit. Uwielbiam ten kolor. Wydaje mi się że płynę, fruwam pośród nicości. Tutaj nie czuć bólu, cierpienia.Nic. Widzę światełko i chcę go dotknąć. Powoli próbuję otworzyć oczy.
-Chyba się budzi.- chwila, czy to nie przypadkiem Lexi.?
Otwieram oczy i widzę zatroskane twarze Cami, Lexi i Sebastiana a także pielęgniarkę i lekarza.
-Co się stało.?-pytam zdezorientowana.
Nic nie pamiętam. Czuję tylko lekki ból w prawej nodze.
-Ścigałyśmy się po ławkach. Nagle pod tobą jedna z desek się załamała, upadłaś i straciłaś przytomność. -mówi Lexi a Cami wybucha płaczem.
-Nic się nie stało Cam.-mówię i przytulam ją żeby trochę ochłonęła.
Pielęgniarka każe wyprowadzić z sali Sebastianowi Cameron. Lexi zostaje.
-Masz zwichniętą kostkę i kilka siniaków. -mówi lekarz.
-O nieee....-mówię bo przypominam sobie że jutro jest przedstawienie.
-Co się stało.?-pyta lekarz.
-Jutro mamy przedstawić Romeo i Julię a ja gram Julię.-mówię.
-Masz dublerkę.?-pyta pielęgniarka.
Patrzę ze zgrozą na moją przyjaciółkę, która odpowiada mi smutnym uśmiechem i mówi
-Tak. Ma.
Moją dublerką jest największa dziwka w szkole Jennifer Mason. Niewątpliwie największa "gwiazda" szkoły. Jest to wysoka blondynka o zielonych oczach. Bogata, piękna sławna. Czego więcej chcieć.? Ma wszystko oprócz jednego. Najprzystojniejszymi kolesiami w szkole są Sebastian, Jace, Simon, Jack i Dominick. Na pech Jennifer wszyscy są już zajęci. No, może Dominick nie bo wiem że on nie ma dziewczyny. Tak więc wredna suka próbuje odbić mi Sebastiana ale jej nie wychodzi. Mój chłopak jest odporny na jej urok. Dobrze jej tak.
Po paru rozmowach z lekarzem, ustaliliśmy że nie mogę występować, ale mogę przyjść na przedstawienie. Tylko że 'przyjść' oznacza że Lexi i Cam będą musiały przywieźć mnie na wózku inwalidzkim. Jakież to upokarzające.! Ale zrobię wszystko żeby wspierać mojego ukochanego.!
Około godziny 21:35 mogę wyjść ze skrzydła szpitalnego. Sebastian sadza mnie na wózku inwalidzkim i wiezie przez cały dziedziniec. Później zostawiając wózek w holu bierze mnie na ręce i zaprowadza do pokoju. Po pożegnaniu się wychodzi i zostawia mnie samą. Idę pod prysznic. Po paru minutach wychodzę z łazienki umyta i ubrana w piżamę. Biorę tabletki przeciwbólowe, kładę się na łóżku i zapadam w głęboki sen.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję że rozdział się spodobał. Bardzo się nad nim umęczyłam ale jest.!:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz