Pamiętaj, że każdy napotkany człowiek czegoś się boi,kogoś kocha i kogoś stracił.

sobota, 19 kwietnia 2014

ode mnie;0

Nie wiem czy ktoś jeszcze odwiedza tego bloga, ale chciałam podziękować za wytrwałość i cierpliwość dla tego bloga. Mam nadzieję że się wam podobał ;) a, i więc zapraszam na mojego trzeciego bloga : http://podobnaleczinna.blogspot.com/

piątek, 6 grudnia 2013

Od Autorki:'*

Heeej kochani.! Widzę że nadal odwiedzacie mój blog. Bardzo się z tego cieszę. A propos. Jeżeli chcecie czytać kontynuację Bloody Rose, to zapraszam na moje nowe opowiadanie. http://delikatnajakplatekrozy.blogspot.com/  Jest pisane z innej perspektywy lecz pojawią się w niej także wątki z tegóż oto bloga. Zapraszam i zachęcam do czytania.
                                                                                                Wasza Autorka:)

piątek, 22 listopada 2013

Epilog.

Zgodziłam się. Dominik był taki szczęśliwy.! Dwa lata później, po skończeniu szkoły, pobraliśmy się.To był cudowny ślub. Przyjechali wszyscy nasi znajomi i rodzina. Ślub był w wampirzym stylu. Najwyższa Rada Wampirów nam go udzieliła. Dominik zrobił mi niespodziankę i miesiąc miodowy spędziliśmy na Karaibach. Po prostu...Raj. Morze, plaża, słońce... Wyprowadziłam się od mamy i zamieszkałam z moim mężem w naszym nowym domu. Była to mała budowla. Jednopiętrowy, z balkonem, pomalowany na blado- niebiesko.
Dziesięć lat później.
Jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. Mam kochającego męża i dwójkę ślicznych córeczek- bliźniaczek. Są wyjątkowe. Na razie, ani ja ani Dominik nie powiedzieliśmy im że są wampirami, i że my też nimi jesteśmy.Ale kiedyś będą się musiały dowiedzieć. A to już niedługo nastąpi.....
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~<3~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Cześć kochani.! Mam nadzieję że podobał się Wam mój blog. niestety to już ostatni wpis. Ale myślę nad kontynuacją bloga, tylko że z innej perspektywy. Jeśli ktoś chciałby się więcej na ten temat dowiedzieć, proszę pisać w komentarzach:) A na razie...Żegnam, moi mili.....

czwartek, 21 listopada 2013

Rozdział XXI

Obudziłam się z mocnym kacem. Chociaż przy mamie nie wypiłam za dużo, to później Dominik zdobył całą butelkę wysoko procentowego wina. Upiliśmy się jak nigdy. Przynajmniej ja. Z niechęcią spojrzałam na zegarek. 13:23.??!!! Co jest do cholery.?! Czemu mama mnie nie obudziła.? Wzięłam szybki prysznic, wskoczyłam w dżinsowe spodenki, czarny T-shirt i baleriny. Szybko zbiegłam na dół i zaczęłam szukać mamy. Spokojnie popijała kawę siedząc w kuchni przy stole. Uśmiechnęła się gdy weszłam.
-Cześć kochanie.-powiedziała uśmiechając się promiennie i całując mnie w policzek.
Spojrzałam na nią lekko zdziwiona i zbita z tropu.
-Maaamo. Czemu mnie nie obudziłaś żebym pomogła ci sprzątać.?-zapytałam z lekkim wyrzutem.
-Ponieważ tak słodko spałaś że nie chciałam cię budzić i przyszedł twój kolega, który pomógł mi wszystko posprzątać.-powiedziała wyraźnie podkreślając słowo "kolega".
Westchnęłam ciężko i spytałam zdziwiona:
-Dominik.????
-Tak go ostatnio przedstawiłaś. Aha, no właśnie. Prosił żebyś do niego zadzwoniła.
-Kiedy tu był.?
-Jakieś dwie,trzy godziny temu...
-Mamoooo....!!!
-No co.? Nie chcieliśmy Cię budzić, a teraz marsz na górę i do niego oddzwoń.
Spojrzałam na nią zszokowana ale posłusznie wykonałam rozkaz.
Rzuciłam się na łóżko i spojrzałam na telefon.Raz kozie śmierć. Pomyślałam i wybrałam numer.
-Halo.?- odebrał po dwóch sygnałach.
-Noo cześć. Chyba chciałeś żebym zadzwoniłaa?-zapytałam
-Tak.Musimy się dziś spotkać. To bardzo ważne.-powiedział bardzo poważnie.
-Stało się coś?-spytałam trochę przestraszona.
-Nie martw się. Nic się nie stało. Po prostu coś zrozumiałem.
-Aha.. Hmm....Gdzie i o której.?
-Przyjadę po Ciebie o 20. Może być.?
-Jasne.
-Ok. Dzięki!-powiedział po czym się rozłączył.
Nie no. Teraz to już naprawdę nic nie rozumiem. Mam nadzieję że wszystkiego dowiem się wieczorem.
Kręciłam się po domu nie mając zupełnie celu. Zadzwoniłam do Lexi i sprawdziłam co u nich.Rozmawiałyśmy ponad trzy godziny.! Po tym jak odłożyłam słuchawkę, postanowiłam wziąźć długą kąpiel. Nalałam do wanny olejek lawendowy i waniliowy, i odkręciłam kran. Leżałam w wannie z gorącą wodą, zastanawiając się co takiego chce mi powiedzieć Dominik. Wyszłam z wody, wytarłam się ręcznikiem i wysuszyłam włosy. Zrobiłam z nich lokówką cudne loki i spryskałam lakierem. Weszłam do pokoju i otwarłam szafę.Nie wiedziałam co założyć, a chciałam wyglądać ładnie. Dla niego. Nagle przypomniała mi się tajemnicza torba. Wyciągnęłam ją z pod łóżka i otworzyłam. Szeroko otwarłam oczy i usta. W torbie znajdowały się czarne baleriny z dużymi białymi różami. Biała wprost cudna sukienka z czarnym, opinającym talię pasem i złotą bransoletkę. Założyłam sukienkę, buty i bransoletkę. Okręcałam się przed lustrem i nie mogłam nadziwić. Chyba jeszcze nigdy nie wyglądałam tak...tak..
-Pięknie.-powiedziała mama wchodząc do pokoju.
Spojrzałam na nią. Miała łzy w oczach.Przytuliła mnie mocno.
-Cokolwiek się stanie, pamiętaj kochanie że Cię kocham.-powiedziała.
-Też Cię kocham mamusiu.-powiedziałam i dałam jej całusa w policzek.
-Życzę mu powodzenia..-szepnęła do siebie mama.
Nie zdążyłam zapytać o co jej chodzi, ponieważ w tym samym czasie podjechał samochód.
-Musisz już iść.-powiedziała do mnie mama z dziwnym uśmiechem.
-Ale..ale..
-Baw się dobrze.
Nie wiedząc co począć, wyszłam z domu i skierowałam się w stronę czarnego volkswagena passata.Od strony kierowcy wysiadł Dominik. Zamurowało mnie. Był ubrany w czarny, dopasowany garnitur, opinający mu mięśnie.
-Ślicznie wyglądasz, aniele.-powiedział jakimś takim innym, zmienionym głosem.
-Ty też przystojniaczku.-powiedziałam
Otworzył mi drzwi od strony pasażera. Gdy usiadłam na miejscu, lekko zamknął je za mną. Po chwili siedział tuż koło mnie i odpalał silnik.
-Dokąd jedziemy.?-spytałam zaciekawiona.
-Niespodzianka.-odpowiedział tajemniczo.
Jechaliśmy około pół godziny. Dominik zaparkował pod jakąś restauracją.Weszliśmy do środka.
-Ale tu przecież nikogo nie ma.-zaprotestowałam.
Na samym środku sali stał zastawiony stolik z bukietem róż w wazonie.
-Wiem, ponieważ ten wieczór należy tylko do nas.
Usiadłam na swoim krześle. Myślałam że Dominik zrobi to samo, ale mnie zaskoczył.Ukląkł przede mną i powiedział.:
-Eris Rosemarie  Moon. Wiem że nie znamy się zbyt długo, ale dla mnie to nie ma znaczenia. Od pierwszej chwili, w której Cię zobaczyłem, zakochałem się w Tobie. Każdego dnia żyłem tylko i wyłącznie myślą że Cię zobaczę i  to się liczyło. Nie potrafię zapomnieć sobie Ciebie nawet na minutę. Nawet gdybym chciał. Ale nie chcę. Chcę żyć z Tobą. Chcę widzieć każdego dnia Twoją twarz gdy się obudzę. Czuć twój zapach. Smak twych ust. Eris, zrozum. Kocham Cię. Czy..zostaniesz moją żoną.??



poniedziałek, 11 listopada 2013

od autorki:]

zapraszam również na mojego nowego :*  :) bloga: http://delikatnajakplatekrozy.blogspot.com/

Rozdział XX

Otworzyłam oczy i szybko je zamknęłam. Słońce dostające się zza zasłon bardzo mnie raziło. Zapomniałam już jak gorące jest słońce we Włoszech. Westchnęłam głośno. Wstałam z łóżka i zaciągnęłam zasłony. Postanowiłam że dziś zrobię mały remont w moim pokoju. Wzięłam szybki prysznic, zaczesałam włosy w koński ogon i zrobiłam sobie lekki makijaż. Ubrałam się w czerwoną bokserkę i czarne spodenki. Na paluszkach weszłam do sypialni mamy. Spała. Doskonale.
Wyszłam z domu z moją kartą kredytową. Wzięłam mamy samochód i pojechałam w stronę miasta. Najpierw pojechałam do sklepu z farbami. Kupiłam farbę w kolorze lawendowym i czarnym. A do tego jeszcze plandekę na meble.Później pojechałam do sklepu, gdzie można kupić wszystko dla domu. Chodziłam po sklepie i oglądałam różne rzeczy. Wybrałam sobie białe firanki w śmieszne wzory, fioletowo-czarne zasłony i duży biały puszysty dywan.. Pojechałam do księgarni i kupiłam parę książek. Wyszłam z księgarni i wsiadłam do samochodu. Po chwili namysłu skierowałam się do centrum handlowego. Weszłam do niedużego butiku. Za ladą siedziała starsza pani. Na głowie miała biały turban. Miałam wrażenie że gdzieś już ją widziałam. Tylko nie wiem gdzie. Jej oczy były przenikliwe, ale życzliwe.
-Dzień dobry, w czym mogę pomóc.?-zapytała ów pani.
-Dzień dobry. Szukam sukienki dla mamy. -powiedziałam.
-Hmm...Tam powinnaś znaleźć coś odpowiedniego.-powiedziała starsza pani i wskazała mi jeden z kątów sklepu.Skierowałam się we wskazanym kierunku.
Pod ścianą stały duże regały z ubraniami i szafki. Po kilku minutach ją znalazłam. Była wprost idealna. Czerwona za kolana,  na ramiączkach ze średnim dekoltem. Już sobie wyobrażałam w niej mamę.Wiedziałam że ta sukienka jest stworzona dla mojej mamy.! Dobrałam do tego czarne szpilki i czarną małą torebeczkę. Byłam usatysfakcjonowana. Podeszłam do kasy i zapłaciłam. Już chciałam wyjść gdy zatrzymał mnie głos starszej pani.
-Poczekaj jeszcze chwilkę kochaniutka. Mam coś dla Ciebie.-i zanim zdążyłam zaprotestować wręczyła mi duże czarne pudełko obwiązane czerwoną wstążką.
-Ale..ale ja nie mogę tego przyjąć. -wyjąkałam zaskoczona.
-Nawet nie wiesz co tam jest. I nie ma żadnego "ale". Wiem że ci się przyda. A teraz podziękuj i jedź do  domu.-powiedziała i zaśmiała się serdecznie.
-Dzię...Dziękuję. -powiedziałam i wyszłam z butiku.
Całą drogę powrotną myślałam nad tym gdzie już spotkałam te oczy. Nie mogłam sobie przypomnieć. Gdy podjechałam pod dom, zapomniałam o całym zajściu. Zostawiłam wszystko w samochodzie wzięłam zatyczki do uszu z mojego pokoju i włożyłam je mamie do uszu. Do tego nastawiłam cicho, tak żeby jak się obudzi znowu zasnęła, jej ulubioną muzykę. Weszłam do mojego pokoju i poprzestawiałam wszystkie meble na środek pokoju. Później wzięłam z samochodu plandekę i farby.  Zrobiłam sobie z gazety czapkę malarską.W wampirzym tempie pomalowałam dwie ściany na lawendowo a pozostałe dwie na czarno. Po wyschnięciu farby, poprzestawiałam meble i ściągnęłam z nich przykrycie ochronne. Skoczyłam do samochodu po resztę zakupów.Rozłożyłam dywan na środku pokoju. Pojechałam jeszcze do sklepu spożywczego po torbę urodzinową. Była biała, na środku namalowany był duży, wesoły brązowy miś, trzymający czerwone serduszko.Wróciłam do pokoju, zapakowałam w torbę prezent dla mamy i poszłam do kuchni. Zrobiłam naleśniki polane czekoladą i wanilią, kawę, rogaliki ze spożywczaka i sok pomarańczowy. Trzymając w jednej ręce torbę z prezentem w drugiej tacę z jedzeniem, weszłam do sypialni mamy. Położyłam prezent obok niej na łóżku. Wyciągnęłam jej zatyczki z uszu i lekko nią potrząsnęłam żeby się obudziła.
-Która godzina.?-spytała lekko zdezorientowana.
-14:25.-odpowiedziałam.
-Aż tak dłuugo spałam.?
-Mhm.. tak. Ale dziś Twój wielki dzień. Więc nie masz prawa wcześniej wstawać.-odpowiedziałam z chytrym uśmieszkiem.
-Pamiętałaś.-powiedziała rozczulona mama.
-Oczywiście.-powiedziałam po czym wręczyłam jej torbę z prezentem.
Spojrzała zaciekawiona na prezent. Gdy wyciągnęła zawartość torby krzyknęła zachwycona i rzuciła mi się na szyję.
-Dziękuję. Dziękuję.Dziękuję.-mamrotała mi do ucha.
Pocałowałam ją mocno w policzek i powiedziałam:
-Wszystkiego najlepszego mamo..!!!
Mama zaczęła się śmiać i mocno mnie ściskać.
-Ale to jeszcze nie koniec.
Mama spojrzała na mnie zdziwiona, więc zaczęłam wyliczać.
-Za jakąś godzinę przyjedzie po Ciebie twoja najlepsza przyjaciółka, pani McCarthy, pojedziecie do fryzjera, później do salonu spa, a na koniec do manikiurzystki.
-Ale..ale..-mama zaczęła protestować.
-Nie ma żadnego ale. Teraz zjesz śniadanie, później pójdziesz się odświeżyć do łazienki i przebrać i grzecznie pojedziesz z panią McCarthy. Zrozumiano.?-powiedziałam stanowczo.
-Tak, dziękuję.-powiedziała mama.
Wyszłam z jej pokoju do ogrodu.  Już zaczęłam wymyślać pewien plan na ten wieczór. Była mi potrzebna tylko jedna osoba do pomocy.Wyjęłam telefon i wybrałam numer.
-Halo..?-rozległ się zaspany głos w słuchawce.
-Jesteś mi potrzebny śpiochu.-powiedziałam po czym się zaśmiałam.
-Ok. Za ile mam być.?-spytał Dominik
-Hm.. Za jakąś godzinę. Może być.
-Jasne.-odparł.
Rozłączyłam się. Wzięłam z mamy pokoju tacę, posprzątałam w nim i poszłam zająć się kuchnią. W 15 minut kuchnia lśniła. Po kuchni, przyszedł czas na łazienki i salon. Gdy skończyłam, zobaczyłam że pod dom podjeżdża samochód.
-Mamoo. Pani McCarthy już jest.-zawołałam do mamy.
-Powiedz że zaraz przyjdę.-odkrzyknęła.
-Ok.
Wybiegłam z domu w ludzkim pędzie ponieważ nikt z naszych sąsiadów, a także ze znajomych i przyjaciół nie wiedział że jesteśmy wampirami. Więc musiałam uważać.Gdy dotarłam do samochodu, pani McCarthy otworzyła drzwi.
-Dzień dobry-przywitałam się.
-Cześć Eris. Nie martw się. Odwiozę ją dopiero na dwudziestą.-powiedziała 
-Jeszcze raz bardzo dziękuję za pomysł.
-Nie ma za co. A teraz zmykaj bo twoja mama nadchodzi.-zauważyła.
-Do dwudziestej.-pożegnałam się.
-Do zobaczenia.-powiedziała.
Gdy tylko samochód zniknął mi z oczu, zaczęłam obdzwaniać wszystkich przyjaciół mamy. W sumie zebrało się z trzydzieści osób. Zamówiłam tort i kwiaty. Już miałam dzwonić po Dominika bo się spóźniał, gdy stanął przede mną.
-Cześć. Przepraszam za spóźnienie.-powiedział i cmoknął mnie w policzek.
-Hej. Nic się nie stało.
-Więc co mamy dziś w planach.?
-Dziś są urodziny mojej mamy więc zapanowałam imprezę w ogrodzie. Musimy urządzić ogród, pojechać po kwiaty i tort i poczekać na wszystkich gości. A i do tego trzeba kupić jakieś przekąski, napoje i alkohol.
-Łoł. -powiedział
-Za dużo tego.??-spytałam lekko przejęta.
-Nie, znaczy się jesteś bardzo dobra w organizacji imprez.
Rozluźniłam się nieco.
-Dzięki
-Więc od czego zaczynamy.?
-Od ogrodu.-odparłam.
Porozwieszaliśmy na drzewach i altance światełka. Przystroiliśmy altankę i dróżkę do niej.Wyglądało to cudownie. Pojechaliśmy do supermarketu po chipsy, paluszki, soki, szampana itp. Później pojechaliśmy po kwiaty i tort. 
Wszystko poszło po mojej myśli. Impreza wyszła świetnie. Mama dostała dużo prezentów. Na samym początku przyjęcia się popłakała i dziękowała wszystkim za przybycie. Było po prostu cudownie.!!! Wszyscy tańczyli, śmiali się i wygłupiali. Ja tańczyłam tylko z Dominikiem.
Po imprezie wykończona wzięłam szybki prysznic i z ulgą oddałam się w objęcia Morfeusza.

sobota, 9 listopada 2013

Rozdział XIV

Szałwia, lawenda i trawa cytrynowa. To mnie właśnie obudziło. Zapach był tak przyjemny że zaczerpnęłam mocniej tchu.
-Śpiąca królewna się obudziła.-Ten głos.
Szybko otworzyłam oczy i przypomniałam sobie wczorajszy dzień. No tak. Leżę w przedziale na kanapie. Jestem w pociągu. Zgadnijcie z kim.
-Ile spałam.?-powiedziałam i głośno ziewnęłam.
-Hm.. Jakieś pięć, sześć godzin. -powiedział.
-Jeejku.. Nie pamiętam żebym zasnęła.A poza tym, mogłeś mnie obudzić.-powiedziałam z wyrzutem.
Zrobił tak śmieszną minę, że po prostu nie mogłam się nie roześmiać.
-No dobra, skoro się ze mnie śmiejesz, nie dostaniesz śniadania.-zagroził.
Momentalnie przestałam się śmiać. Już miałam robić przepraszającą minę, gdy głośno zaburczało mi w brzuchu. Zarumieniłam się aż po uszy, a on tylko spojrzał na mnie rozbawionym wzrokiem.
-Może jednak coś dla Ciebie zostało.-powiedział z łobuzerskim uśmiechem.
Dałam mu sójkę w bok. Wyszedł z przedziału. Korzystając z chwili, poszłam do łazienki. Przebrałam się w czyste ciuchy i wróciłam do przedziału, gdzie czekało na mnie śniadanie. Mhmm. Grzanki z szynką, serem polane ketchupem. Mniaaam.
-To dla mnieee..?-spytałam.
-A widzisz tu kogoś innego.?-odpowiedział.Spojrzałam na niego spode łba.
Widząc moje spojrzenie, dodał-Jedz.
-Dziękuję.
Pałaszowałam jedną po drugiej, aż z czterech grzanek, nie został ani okruszek.
-Aa. Właśnie. Bardzo się cieszę, że ze mną jedziesz i w ogóle,ale gdzie będziesz nocował.?-spytałam.
Milczał tak długo, że straciłam nadzieję że się odezwie, gdy wtem przemówił.
-Po pierwsze, będę spać w hotelu, ulicę od Ciebie.Po drugie zostaję razem z Tobą. Aż tak łatwo się mnie nie pozbędziesz.-powiedział i twardo spojrzał mi w oczy.
-Ale..ale.. nie musisz zostawać ze względu na mnie.....-zaczęłam.
-Ale chcę. I nie zmusisz mnie do powrotu bez Ciebie.-powiedział dobitnie.
-Ale ja już tam nie wrócę. Będę się uczyła w ludzkim liceum, będę zwykłą nastolatką. Nie zamierzam z tego zrezygnować. Chcę założyć normalną rodzinę, mieć kochane dzieci i wspaniałego męża. Tylko tyle..Aż tyle.
Chyba chciał coś powiedzieć, ale uniemożliwił mu to gwizd pociągu.
-Co jest.?-spytałam.
-To nasz przystanek.-odpowiedział.
Gdy pociąg stanął, wysiedliśmy z niego. Chciałam wziąźć swoje bagaże, ale on się uparł że  nie pozwoli damie nosić ciężkich rzeczy.Nie upierałam się. Wiedziałam że to dla niego nic. Przecież ma nadludzką siłę. Niech sobie zgrywa bohatera. Zadzwoniłam po taksówkę.Przyjechała po 15 minutach. Usiadłam z tyłu , czekając aż mój towarzysz i pan kierowca włożą nasze torby do bagażnika. Panowie w końcu wsiedli do samochodu i ruszyliśmy. Przez całą drogę patrzyłam przez okno. Nawet nie wiedziałam że tak stęskniłam się za widokiem Papilio. Dopiero teraz, gdy ponownie ujrzałam moje rodzinne miasto, to zrozumiałam. Znałam je od małego dziecka. Ze wspomnień wyrwał mnie jego głos.
-Wysiadamy.
Zapłacił za taksówkę i wziął nasze bagaże. Byliśmy pod moim domem. Och. Jaki on jest piękny. Jednopiętrowy, w kolorze błękitnego nieba z wielokolorowym ogródkiem pełnym kwiatów.  Zanim zdążyłam otworzyć furtkę, mama we łzach wybiegła z domu.
-Eris, kochanie.-powiedziała i rzuciła mi się na szyję. Mocno przytuliłam ją do siebie, zapominając o całym świecie. Pocałowałam ją lekko w czoło i delikatnie odsunęłam od siebie.W tym momencie dołączył do nas mój kompan.
-Ekhem.. mamo chciałabym Ci przedstawić mojego przyjaciela, Dominika.
-Dzień dobry.-przywitał się Dominik.
-Cześć.-odpowiedziała mama.
-Zostaniesz na kolację.?-spytała jeszcze mama.
-Przykro mi, ale nie mogę. Muszę jeszcze pozałatwiać parę spraw związanych z hotelem.-odpowiedział.
-Och.. W takim razie zapraszamy jutro.
-Dziękuję. Do widzenia. -powiedział.
-Do jutra.-powiedziała mama.
-Cześć Eris.- powiedział do mnie i lekko pocałował w policzek.
-Pa.
Weszłyśmy z mamą do domu. Mama zrobiła kolację, opowiadałyśmy sobie wszystko co nam tylko się przypominało. Oglądałyśmy stare zdjęcia rodzinne. Około godziny 23:43 poszłam się wykąpać. Gdy wyszłam z łazienki, poszłam do swojego pokoju. Rozpakowałam walizki i położyłam się do łóżka. Jejku. Za tydzień, zaczynam naukę w  ludzkim liceum. Myśląc o tym, co będę robić jutro, zasnęłam.
 -----------------------------------------------------------
Mam nadzieję że się podobało. Dedykuję ten i wszystkie inne rozdziały mojej najlepszej przyjaciółce, Natalii. Bo bez Ciebie  nie miałabym chęci do kontynuowania tego bloga. :*