Przewróciłam się na drugi bok w moim szerokim łóżku. Próbowałam zasnąć, bo od jakiś 10 minut już nie spałam. Nie da rady trzeba wstać. Zeszłam z łóżka niechętnie. Stojąc pod ciepłym strumieniem wody postanowiłam co dziś powiem moim znajomym. Nie mogę tu zostać. Zbyt wiele wspomnień o Sebastianie. To dla mnie za dużo. Wyszłam z łazienki..Wyciągnęłam z szafy czarną sukienkę przed kolana i czarne baleriny. Nie miałam już ochoty na kolorowe rzeczy, ponieważ bez Sebastiana moje życie straciło barwę i kolory..Ubrałam się, założyłam baleriny. Włosy zaczesałam w koka. Wyszłam z pokoju i poszłam w stronę jadalni. Po drodze dogonił mnie Jack.
-Hej Eris.- powiedział i mocno mnie przytulił.
-Cześć Jack.
-Jak się czujesz.?
-Jakby wyrwano mi serce.
-No tak, głupie pytanie. Przepraszam.
-Nic się nie stało.-powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego słabo.
-Kiedy....Kiedy go..-nie chciało mi to przejść przez gardło.
Jack w mig załapał o co mi chodzi.
-Dziś wieczorem. -powiedział.
A więc to dziś mam się pożegnać z Sebastianem ostatecznie. Poczułam ukłucie w sercu, tak jakby ktoś wbijał mi w nie nóż. Doszliśmy to stołówki. W drzwiach stanęłam jak wryta. Przy naszym stoliku, tam gdzie zawsze było miejsce mojego ukochanego siedział Dominik. Jack zobaczył że nie idę za nim i wrócił się po mnie.
-Eris chodź. -szepnął mi do ucha.
Posłuchałam go. Czułam się jak robot wykonujący polecenia. Siadłam przy stoliku i machinalnie przywitałam się ze wszystkimi. Jace przyniósł mi naleśniki polane czekoladą.
-Dzięki-powiedziałam i uśmiechnęłam się lekko.
Uwielbiam naleśniki.Czekoladę też. Pochłonęłam dwie porcje, byłam aż tak głodna. Dziś też odwołano lekcje, tyle .że z powodu pogrzebu Sebastiana. Po śniadaniu poszłam do swojego pokoju z zamiarem spędzenia tam czasu aż do wieczora. Ściągnęłam baleriny i rzuciłam się na łóżko. Leżałam tak z pięć minut z głową wciśniętą w poduszki.Nagle wpadł mi do głowy pewien pomysł.Wyciągnęłam z szafki nocnej rysownik i ołówek.Postanowiłam narysować Sebastiana. Ten ostatni raz, uchwycić jego idealne rysy twarzy, piękne oczy i łobuzerski uśmiech. To co kochałam najbardziej. Gdy skończyłam rysować, popatrzyłam z zachwytem na mojego ukochanego spoglądającego na mnie z rysownika. Był prawie jak żywy. Całowałam, dotykałam papier. Później krzyczałam, tak jakbym chciała nakrzyczeć na Sebastiana za to, że mnie zostawił.
Usłyszałam pukanie do drzwi.Pośpiesznie schowałam z powrotem do szafki szkicownik.
-Proszę.!-powiedziałam.
Do pokoju wszedł Dominik. Przeszedł przez pokój i usiadł koło mnie.
-Co tam.??-zapytał robiąc zabawną minę.
-To co zwykle a u ciebie.?
-Nudno.
Zaświtał mi w głowie następny pomysł.
-Mogłabym Cię narysować.?-spytałam.
-Hmm... To zależy.
-Od czego.?
-Mam się rozbierać.?
-Co.. Nie no coś Ty.- powiedziałam czerwieniąc się
-Hm. no to może być.
Znowu wyciągnęłam szkicownik. Otworzyłam go na pustej stronie.
-Dopóki ci nie powiem, masz się nie ruszać.-zakomenderowałam.
Znieruchomiał i utkwił we mnie swoje hebanowe oczy. Zaczęłam rysować. Nos,oczy, suta, uszy, włosy, szczęka brwi, rzęsy... Gdy skończyłam, Dominik uśmiechnął się.
-Mogę zobaczyć.?
-Jasne.
Podałam mu szkicownik.
-Pięknie rysujesz.
-Dzięki.-powiedziałam.
-Chyba musimy już iść.
-Gdzie.?-spytałam zbita z pantałyku.
-Na pogrzeb.
-Och..-tylko tyle zdołałam wykrztusić.
Spojrzałam na zegarek. Było już po dwudziestej. Przy Dominiku szybko tracę rachubę czasu.
-Gotowa.?-spytał patrząc na mnie wyczekująco.
-Chyba tak
-Jeszcze tylko jedna mała poprawka.-powiedział.
Powyciągał mi spinki z koka i rozpuścił go. Włosy opadały mi falami na ramiona.
-Teraz lepiej.-powiedział.
Wyszliśmy z Akademii i skierowaliśmy się na główny dziedziniec. Stał tam już duży stos drewna. Stos pogrzebowy. Zwłoki martwego wampira zawsze paliło się na stosie. Wśród otaczających go osób wypatrzyłam swoich przyjaciół. Podeszłam do nich razem z Dominikiem. Uśmiechnęli się na mój widok smutno. Ceremonia rozpoczęła się. Kapłanka Akademii zaczęła głośno wymawiać modlitwę za Sebastiana.
Po pięknych słowach modlitwy, przyszedł czas na podpalenie stosu. Dwóch nauczycieli to zrobiło. Najpierw zajęło się drewno, później góra stosu, tam gdzie leżało ciało Sebastiana. Po policzkach leciały mi łzy. Odśpiewaliśmy pożegnalną pieśń.
Gdzieś tam, hen daleko w niebo spójrz. Zobaczysz swoją kochaną boginię More. To ona Cię wezwała. Nie bój się. Obroni Cię. Otoczy opieką. Przy niej będziesz szczęśliwy. Chwile pożegnania są trudne, wiem. Ale żegnaj. Spoczywaj w pokoju.
Po ceremonii nie miałam ochoty na nic. Poszłam do siebie. Wzięłam prysznic i położyłam się w łóżku. Myślałam o wszystkim. Wiedziałam co zrobię jutro. Powiem moim przyjaciołom, że wracam do domu.
-------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję że rozdział się podoba. Niestety, niedługo mam zamiar skończyć ten blog.
Przepraszam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz